Jeszcze Polka nie zginęła

Medalistki2.jpg

Zmęczona. Czy raczej utyrana, bo przecież zawsze musi więcej. Ciągle coś udowadnia, ciągle pokazuje, do że zdolna jest do wszystkiego. Delikatna jest tylko z pozoru – wszyscy przecież oczekują od niej siły i twardości. I taka jest, taka się pokazuje światu. Gdy obdzierają ją z godności i odmawiają szacunku, wciąż się broni, tak jakby sama na siebie sprowadzała krzywdy. Piękna i dumna.

Taka jest polska kobieta.

Taki jest polski sport.

Bo polski sport jest kobietą. Jest Polką.

Zakończone nie tak znów dawno Igrzyska Olimpijskie w Rio pokazały, niczym osiemnastolatek dowód osobisty podczas pierwszego legalnego zakupu wódki, że Polska powinna być ze swoich kobiet dumna. Z jedenastu medali przywiezionych z Brazylii, osiem zdobyły panie.

Monika Ciaciuch, Agnieszka Kobus, Maria Springwald, Joanna Leszczyńska.

Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj.

Anita Włodarczyk.

Beata Mikołajczyk i Karolina Naja.

Marta Walczykiewicz.

Monika Michalik.

Oktawia Nowacka.

I w końcu Maja Włoszczowska.

Polskie sportsmenki w Rio okazały się być silne, jak nigdy w historii. W Londynie Polki zdobyły pięć krążków, w Pekinie trzy, w Atenach siedem, z czego niemal połowę jedna Otylia Jędrzejczak, w Sydney pięć. Od roku 1924, kiedy Polska zadebiutowała w Igrzyskach Olimpijskich, zdobyliśmy 282 medale – 67 złotych, 83 srebrne i 131 brązowych. W dorobku tym jedynie 59 krążków wywalczyły Polki (10 złotych, 19 srebrnych i 30 brązowych). Igrzyska w Rio stanowią więc niemal 13,5% wszystkich kobiecych medali w historii startów naszych reprezentantek. Trudno więc nie krzyczeć z zachwytu. Trudno nie bić braw i ściągać kapeluszy.

Historyczny wynik zmusza do refleksji i redefinicji tego, którą płeć nazywamy słabszą – w każdym razie między Bugiem a Odrą. To kobiety, tam gdzie mężczyźni obciążeni presją, nie dający sobie rady z odpowiedzialności, klimatem czy chaosem we własnej głowie, zademonstrowały, że walczyć potrafią zawsze, wszędzie i do końca. Niemal każda z nich w Rio musiała coś udowodnić. Anita Włodarczyk, że jej dominacja na świecie jest tak totalna, jak jej forma. Magda Fularczyk-Kozłowska, że wciąż zdolna jest do rzeczy największych. Oktawia Nowacka to, że z kontuzją także można wygrać. Tak jak z czasem – w przypadku Moniki Michalik oraz przeszłością, jak Marta Walczykiewicz. Maja zaś samej sobie i świecie musiała pokazać, że osobiste dramaty i tragedie oraz konflikty ma za sobą.

Każda z nich i wszystkie razem rozpoczęły nowy rozdział historii polskiego sportu – rozdział napisany drobniejszą, ale jakże silną i precyzyjną kobiecą dłonią. Każde zdanie w nim zapisane to wspaniała lekcja na temat waleczności, pokory oraz odpowiedzialności, kryjącej się w tych pozornie niepozornych postaciach. Bo Polki wygrywały nie siłą mięśni, nie mocą w nogach i rękach, a głowami. Mądrymi, inteligentnymi oraz niezwykle odpornymi na zamęt.

Polska więc rzeczywiście nie zginęła, jak pełen emocji podkreślał redaktor Szpakowski po zwycięstwie Magdy Fularczyk-Kozłowskiej i Natalii Madaj. I nie zginie tak długo, jak chodzić po niej będą takie kobiety.

67 przemyśleń na temat “Jeszcze Polka nie zginęła”

  1. ~Ala pisze:

    super super ;d;d;d

  2. ~Marta pisze:

    nasi pokazali na co ich stać

  3. ~Masa pisze:

    „To kobiety, tam gdzie mężczyźni obciążeni presją, nie dający sobie rady z odpowiedzialności, klimatem czy chaosem we własnej głowie, zademonstrowały, że walczyć potrafią zawsze, wszędzie i do końca.”

    A co z Isią?

Odpowiedz na „~WiktoriaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook