Nuda. Dłużyzna, proszę pana. Aż się chce wyjść.

To były najpaskudniejsze piłkarskie mistrzostwa ostatnich lat. Odpychające jak widok owadów ucztujących na martwej myszy. Nudne jak 7-godzinny audiobook książki telefonicznej z 1996 roku. Z rozstrzygnięciem tak pozbawionym sensu, jak trzy czwarte wystąpień ministra Waszczykowskiego. To były Mistrzostwa piłkarzy zmęczonych, pozbawionych energii, gwiazd które nagle skarlały i drużyn, które nie potrafiły zwyciężać.

Zawiedli wszyscy wielcy piłkarskiego świata – od Francuzów, którzy nie tylko nie potrafili w finale poradzić sobie z najohydniejszą reprezentacją Europy od czasy Grecji Otto Rehhagela (jeśli istnieje piekło, to mecze tych dwóch drużyn puszczane są w piątkowe wieczory we wszystkich czarcich pubach), ale też zorganizowali mistrzostwa tak fatalnie, że nawet ćmy uznały za stosowne wyrazić swój sprzeciw. Zawiedli znakomici strzelcy Starego Kontynentu – szczególnie ci, którzy na co dzień chodzą w czerwonych koszulkach w szafirowe pasy, zawiodły reprezentacje, które od lat kreują wizerunek europejskiej piłki – Hiszpanie, Belgowie, Anglicy. Przyczepić można się też do Włochów i Niemców, a nawet do Chorwatów, którzy mogli całą piłkarską Europę uchronić od męki wczorajszego meczu finałowego. Meczu, na którym sama sobie pragnęłam pokazać czerwoną kartkę i wyjść.

Ten niegdyś potwornie trudny turniej, dzięki karkołomnym decyzjom władz UEFA, zamienił się w żenujący spektakl futbolu defensywnego, tak wybitnie asekuranckiego, że dziwiłam się niekiedy czemu piłkarze nie noszą na ramionach dodatkowo dmuchanych skrzydełek. Na francuskich klepiskach mogli się przecież dodatkowo potopić – w każdym razie w te kilka burzowych dni.

Źle się to oglądało. Z trudem i bólem ludzie, którzy piłki nożnej nie kochają z mocą hipsterów ściskających papierowe kubeczki Starbucka, byli w stanie śledzić 90 a często ponad 120 minut tej sportowej tortury. Której to wczorajszy finał był najdoskonalszym zwieńczeniem. Mecze bez emocji, bez tempa, często bez goli albo przynajmniej z ich niewielką liczbą do futbolu nie przekonają nikogo. Chyba, że Lokalne Koło Masochistów, którzy do tej pory umartwiali się śledzeniem wyścigów ślimaków. Mam jednak poważne wątpliwości, czy to właśnie dla nich organizowane były z takim zadęciem te Mistrzostwa.

I co z tego, że było brzydko, nudno i bezsensu. Co z tego, że tak wielu sportowych kibiców ma po tym turnieju wrażenie kaca, jak po samotnym piciu rosyjskiego szampana na zapaskudzonym psimi odchodami brzegu śmierdzącej Wisły. Co z tego – Polska przegrała tylko z Mistrzami Europy!

Już wczoraj oglądając najbardziej drewniane w historii telewizji studio Polsatu Sport śmiałam się pod nosem z zażenowaniem wysłuchując pobożnych życzeń zgromadzonych ekspertów, co do finałowego rozstrzygnięcia meczu Francja – Portugalia. Żal mi było tych maluczkich, którzy chcieli zwycięstwa najnudniejszej drużyny tego turnieju, tylko po to, aby Polak poczuł się dobrze. Poczuł się wielkim i potężnym. Poczuł się Właściwie-Mistrzem-Skoro-Z-Mistrzami-Prawie-Nie-Przegrał. Tak jakby, sytuacja polskich piłkarzy, którzy mecz z Portugalią przegrali o mały włos miała się nagle w magiczny sposób zmienić. Tak jakby dzięki temu, że nie przegrali – jak zresztą każda, poza Walią, drużyna z którą podopieczni Santosa się podczas tego turnieju mierzyli – nabyć mieliby prawo do powtórzenia meczu i ostatecznego rozstrzygnięcia, kto był lepszy.

Ja akurat liczyłam na przyzwoity mecz – po prostu, po ludzku, po kibicowsku. To kto w nim miał zwyciężyć z punktu widzenia mojego tyłka było mniej więcej tak relewantne jak kwestia wyższości soli morskiej nad himalajską. Pinokia z Polsatu, przeciętnie udające prawdziwych sportowych ekspertów, dostali jednak co chcieli. Ja pocieszyć mogę się epickimi scenami z udziałem owadów – właściwie nic innego we wczorajszym meczu nie wzbudziło we mnie większych emocji.

I choć niezwykle cieszy mnie postawa polskiej reprezentacji, po której meczach wreszcie nie przełykałam goryczy wstydu i po której odpadnięciu w ćwierćfinale, mogłam pierwszy raz od lat podśpiewywać „nic się nie stało”, naprawdę mając to na myśli, turniej ten zapamiętam zapewne nie z powodu remisu z Niemcami, zwycięstwa po karnych ze Szwajcarią czy pięknych historii napisanych przez Islandię oraz Walię. Zapamiętam przez te godziny męczarni, kiedy źle ulokowane poczucie obowiązku kazało mi spędzać na oglądaniu zmagań drużyn, które zachowywały się tak, jakby wcale nie chciały w tych mistrzostwach zwyciężyć. Albo nie potrafiły – a to jest okoliczność, której lepiej nie brać nawet pod uwagę.

Tak, tak – wiem, że jeśli na „Ciężkiego” zabłądzi prawdziwy fan piłki nożnej, zwyzywa mnie od Grażyn i Januszów, uzna, że na piłce się nie znam i nie mam prawa się wypowiadać – zapewne twierdząc przy tym, podobnie jak przedstawiciele polskiej prawicy, iż powinnam raczej oglądać „Klan”. Oburzy się, pozostawi na pod tym wpisem komentarz równie zjadliwy, jak moje własne słowa. Być może nawet zachęcać będzie mnie do samobójstwa, na co – od razu uprzedzam – nie planuję reagować straszeniem kumplem, który sprawdzi IP delikwenta. Przeklnie, splunie i już nigdy na tego bloga nie wróci. A ja odpowiem mu na to w jedyny możliwy sposób: „Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?”

Nauczę się z tym żyć i żyć będę dalej. Miłosiernie ograniczając sobie przy tym oglądanie piłkarskich turniejów. W każdym razie do czasu, kiedy zaczną one przypominać zawody sportowe, a nie dziewięćdziesięciominutowe pokazy spacerowania po zielonej trawie. Bo po to, mogę wybrać się na krakowskie Błonia.

15 przemyśleń na temat “Nuda. Dłużyzna, proszę pana. Aż się chce wyjść.”

  1. ~Mediaboss pisze:

    Głowa do góry. Jestem pod wrażeniem tego wpisu. Na pewno będę częsciej tutaj zaglądać.

  2. Żebyś wiedziała. Jeden wielki horror. Karne, karne, karne. Tragedia. Az mi się odechciało Footbalu na maksa.
    Portugalia Mistrzem Europy. Zabijcie mnie

  3. ~Zosia pisze:

    każdy uczy się z czymś żyć

  4. ~Kasia pisze:

    też mi się nie podobały

  5. ~Fabryka Fit pisze:

    Mimo wszystko warto szukać w każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji pozytywów :)

  6. ~anastazjazja pisze:

    a nie ma nawet o czym gadac

  7. ~Asia pisze:

    mi też się nie podobały

  8. ~Zosia pisze:

    nie przesadzałabym, nie było tak źle :)

  9. ~Ronson pisze:

    Każdy może mieć swoje zdanie na każdy temat. Faktycznie w fazie grupowej wszyscy grali kunktatorsko, bo wiadomo było, że bardzo prawdopodobne jest wyjście z grupy z 3 pkt. Natomiast nie jest to nic nowego, bo mistrzostwa świata też były rozgrywane w takim formacie w 1986,90 i 94 roku. Nic więc nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Tak działają turnieje, że drużynom chodzi o efektywną, a nie efektowną grę. Z wyniku są rozliczani trenerzy i piłkarze. Kogo to obchodzi teraz w Portugalii, że ta się ślizgała bez stylu od eliminacji? Pewnie kilku koneserów.

    Tłumaczenie piłkarzy, że zagrali słabo bo są zmęczeni to jakiś trend, który się pojawił 14 lat temu kiedy Francuzi (obrońcy tytułu) odpadli z MŚ po fazie grupowej, bo byli przemęczeni. Bale zagrał w tym sezonie w 40 meczach, Ramsey w 50 i po nich zmęczenia nie było widać. Kiedyś Boniek jednego dnia grał mecz w Serie A a następnego w kadrze strzelał gola Albanii.

    Podsumowując od pięknej gry są Premiership i Liga Mistrzów, a nie EURO i MŚ. No może jeszcze fajnie się ogląda Puchar Narodów Afryki, bo tam taktyka nie ma większe znaczenia.

    1. Kaja Głomb pisze:

      Kiedyś z wielką przyjemnością zresztą Puchar Narodów Afryki oglądałam – to radosny, dziki futbol! Pewnie masz rację, że z tymi usprawiedliwieniami przesadzamy. Mi właściwie wszystko jedno jakie były przyczyny, ale tegoroczne ME wybitnie mnie wynudziły. Może zmienił się futbol, może zmieniło się moje do niego podejście. Nie wiem – czuję się piłką w takim wykonaniu zmęczona.

  10. ~Plantago pisze:

    Mistrzostwa pokazały, to co wiadomo od dawna. Sami piłkarze dużo poważniej podchodzą do rozgrywek klubowych niż reprezentacyjnych. Wiadomo dokładnie kiedy zostaną rozegrane mistrzostwa z wyprzedzeniem conajmniej 6-letnim. Dlaczego więc nie podporządkować tego sezonu w ligach do zbliżającego się turnieju? Ano bo to wiązałoby się ze skróceniem ligi i stratami nadawców i sponsorów. Zamiast ciągle powtarzać jak to zmęczeni są zawodnicy może warto by wsadzić kij w trybiki tej maszyny zarabiającej na tych chłopach niebotyczne pieniądze. Dopóki to się nie zmieni to rozgrywki międzynarodowe będą się sprowadzały do drugorzędnych.

    1. Kaja Głomb pisze:

      Ano właśnie. Dlatego liczę na Katar. Za niestety paskudną cenę, obejrzymy piłkarzy w środku sezonu.

Odpowiedz na „~KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook