Tam gdzie mnie nie ma

Nie ma mnie w internecie. Nie ma na blogu, rzadko też odwiedzam Twittera. Nic to wielkiego, ot kolejny człowiek przepada w bezmiarze internetów. Nic wielkiego, że nie piszę i nie komentuję. Codziennie przecież w tym wirtualnym uniwersum rzeczy tak wspaniałych – jak choćby koty w kosmosie, latające na syntezatorze, jak i paskudnych, czego najdosadniejszym przykładem jest facebookowy profil posłanki Pawłowicz, pojawiają się głosy nowsze, ładniejsze, mądrzejsze. Nie dzieje się więc nic szczególnego, nic ważnego, nic przerażającego. Bezboleśnie przepaść mogę na kilka miesięcy.

Przepadłam. Nie tylko dla internetów, blogów, tweetów, ale sportu całego. Bo właśnie dlatego Ciężki jak z Waty zieje pustką – nie mam nic nowego do powiedzenia. Przez długie miesiące śledziłam poczytania atletów z uprzejmym zainteresowaniem, bez emocji jednak. A to one sprawiły, że blog ten lata świetlne temu postanowiłam założyć. To dzięki nim udało mi się napisać kilka tekstów dobrych, kilka jeszcze lepszych i całą masę przyzwoitych. Bez nich Ciężki istnieć nie może. Bez nich wszystko, co o sporcie mogłabym napisać pozbawione jest nie tylko sensu, ale też charakteru. Wolę więc nic nie pisać, niż pisać źle.

Gdzie się podziały uczucia – stali towarzysze sportowych relacji? Sama chciałabym wiedzieć. Być może z korzeniami wyrwały je coraz częstsze doniesienia o sportowych aferach dopingowych czy finansowych. Być może wymyła je powódź codziennych porcji informacji banalnych, które w oczach i ustach kiepskich sportowych reporterów, czy jeszcze słabszych sportowych komentatorów, urastały do poziomu prawdziwych sensacji. Rozdmuchiwanie do granic przyzwoitości spraw trywialnych, nic nie znaczących, a często wręcz głupich stało się dziś rytuałem większości ludzi o sporcie piszących i mówiących. Mnie przestały bawić teksty o śniadaniach piłkarzy, relacje na żywo z lądowań Lewandowskiego na zgrupowaniach kadry, ciągłe załamywanie rąk nad skoczkami i wietrzenie spisków w PZNie. Znudziło mi się oglądanie polskich siatkarzy w reklamach telewizyjnych, którzy wydają się ostatnio prezentować lepszą formę sprzedając telefony i internet, niż na parkiecie. Zmęczyło patrzenie na plastikowe zdjęcia polskich tenisistek na Facebooku, które zdają się przede wszystkim koncentrować na tym, jak jeszcze ładniej wyjść na zdjęciu. Boję się otworzyć lodówki, bo jeszcze znajdę w nim Lewandowskiego, zimową szafę zamknęłam na trzy spusty, aby nie patrzeć na smutną twarz Stocha. Codziennie boję się, że potknę się o sportowego trupa Justyny Kowalczyk – wszak „mądre głowy” ciągle wysyłają ją na narciarską emeryturę, tak jakby prawo miały decydować o tym, kiedy ta wspaniała sportsmenka zakończy karierę.

Dlatego właśnie mnie tu nie ma. Nie chcę pisać źle i markotnie, nie mam ochoty zalewać internetu własnym malkontenctwem i narzekaniami na tę dziwną rzeczywistość, w jakiej przyszło nam żyć. Postanowiłam na wiele miesięcy oszczędzić Wam mojej zgryźliwości i cynizmu i odpocząć od życia podporządkowanego sportowym wydarzeniom.

Na całe szczęście, resuscytację serca kibica dokonali niedawno szczypiorniści Vive Targów Kielce – płakałam i śmiałam się równocześnie widząc tych potwornych, gigantycznych mężczyzn szczęśliwych jak dzieci w piaskownicy. Po raz pierwszy od dawna poczułam prawdziwą dumę myśląc czego dokonali. Emocje na chwilę wróciły, poczułam się więc w obowiązku wytłumaczyć z tej przedłużającej się nieobecności. Nie, nie łudzę się, iż setki czytelników czekało na tę spowiedź, kilka osób, które wiernie pozostały przy Ciężkim, pewnie jednak zaspokoiło ciekawość.

A teraz kończę, nie żegnając się jednak. Niebawem czeka nas bowiem tyle sportowych wydarzeń, w moim sercu więc pewnie wróci krążenie.

15 przemyśleń na temat “Tam gdzie mnie nie ma”

  1. ~clics pisze:

    Czasem każdy potrzebuje odpoczynku od tego całego nadmiaru informacji napływających z każdej strony. Z czasem motywacja do pisania wraca na szczęście :)

  2. To prawda co piszesz. Nieraz wszystko przytłacza. Czasem człowiek ma ochotę się zaszyć gdzieś gdzie nie mam fejsow tweetow i innych instagramów. Za dużo tego wszędzie. W lecie jade w gory odpocząć. Nie będzie neta i mam spokój.

  3. ~Kaja pisze:

    czasem przerwa od internetu jest dobra

  4. ~Ala pisze:

    czasem dobrze sobie zrobić przerwę

  5. ~Arbet pisze:

    Życzę wszystkiego dobrego :)

  6. ~Marlena pisze:

    Dobrze, że się odezwałaś. Będziemy czekać na Ciebie na pewno. Wróć kiedy będziesz mogła :)

    1. Kaja Głomb pisze:

      Dziękuję za otuchę! Wrócę z całą pewnością ;)

  7. ~Krzysztof pisze:

    Czasami jest zbyt ciężko tak ciężko ale wiem że warto . Warto pisac warto podzielic się własnymi uczuciami to pomaga . Zabrakło już sił zapraszam na mój blog jest o życiu o prawdzie o uczuciach tych prawdziwych nie zmyślonych lecz przeżytych . Miłość , radość , smutek , gniew , śmierć to wszysko jest w nas .
    http://blogżycie.com/sh190515_blogzycie/

  8. ~Michał pisze:

    Wróć w odpowiednim dla siebie momencie a ja mam nadzieję, że nastąpi niedługo :)

    1. Kaja Głomb pisze:

      Dzięki! Też mam taką nadzieję…

    1. kaja pisze:

      Dziękuję. Smutno mi się jednak zrobiło czytając go znów.

Odpowiedz na „~clicsAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook