Zawartość cukru w cukrze

leon2Od kilku dni ze stoickim opanowaniem i hedonistycznym zaangażowaniem ignoruję śmieszniutką debatę polskich dziennikarzy sportowych oraz nie mniej polskich siatkarskich ekspertów na temat nowego obywatela III Rzeczypospolitej – Wilfredo Leóna Venero. Ten fantastycznie utalentowany oraz nielicho żywiołowy przyjmujący, nie dość, że zakochał się w Polce to jeszcze najwyraźniej zakochał się w Polsce.

Decydując się dobrowolnie zostać Polakiem oraz swoją przyszłość związać z naszą nadobną ojczyzną, mocno i zdecydowanie zadeklarował, iż jego celem jest gra w biało-czerwonych barwach. Cóż, deklaracja ta nie może jakoś szczególnie zaskakiwać – mówimy przecież o grze w reprezentacji, która jest obecnym Mistrzem Świata z potencjałem do zdominowania siatkówki europejskiej – a może i światowej, a także mającej wszelkie prawo i możliwości do tego, aby za rok ubiegać się o olimpijskie zaszczyty.

Któż też nie chciałby zagrać w drużynie ubóstwianej przez setki tysięcy kibiców, którzy na bilety kadry – czy ta gra w Gdańsku, Warszawie, Krakowie czy Pcimiu Górnym – rzucają się niczym biedronki na mszyce? Trudno wyobrazić sobie sportowca obojętnego na doping tysięcy ludzi, potrafiących sportową halę zmienić w arenę drżącą u podstaw i naelektryzowaną do granic przeżywalności.

León nikogo więc swoimi deklaracjami nie powinien zaskakiwać.

A jednak, sądząc po ilości komentarzy w tej sprawie, zaskoczył. Gdyby bowiem sprawę uznać za logiczną – jestem obywatelem kraju, jestem znakomitym siatkarzem – powinienem grać w kadrze – nikomu do głowy nie przyszłoby do głowy aż tyle czasu i energii na ten temat poświęcać. Świat, w którym kilkanaście minut dziennie media poświęcałyby temu, że znów wzeszło słońce, a to co czarne jest czarne, a białe jest białe, byłby światem doprawdy nie do wytrzymania.

Niemniej, o Leónie i temu czy powinien grać w koszulce z Orzełkiem rozmawia się, rozprawia, dyskutuje – i to całkiem sporo. Wśród morza głosów usłyszeć też można takie, które nowiutkiemu Polakowi odmawiają z urzędu prawa do gry w kadrze narodowej. Czemu? Bo przecież Kubańczyk, nawet z polskim paszportem, to nie Polak!

Słysząc podobne głosy – a wierzcie mi lub nie, przez lata wysłuchiwania docierającego do mych uszu a potem do mego mózgu bełkotu, udało mi się wykształcić mechanizm pozwalający na natychmiastowe pozbywanie się z pamięci roboczej, a tym bardziej długoterminowej, jakichkolwiek śladów po piramidalnych czy katedralnych popisów kretynizmu; skoro te więc docierają, muszą być nad wyraz hałaśliwe – zadumałam się, nie po raz pierwszy w życiu, nad definicją Polaka.

Temat historycznie niełatwy, ale i współcześnie przekuty został w broń pewnej politycznej opcji, która wydaje się być głęboko przekonania, iż jako jedyna spełnia kryteria polskości. Kryteria przez siebie samych ustalone. Wśród nich, ostatnimi tygodniami najmocniej eksponowane jest jedno – absolutny brak zgody na to, aby w Polsce pojawili się Obcy. Obcy przez wielkie O.

Ci Obcy – niebezpieczni Inni – w oczach części rodaków przybierają postać jeźdźców Apokalipsy, Lewiatana czy może Scylli i Charybdy. Ich regularna dehumanizacja, coraz odważniej uprawiana przez kilku prawicowych polityków oraz publicystów, z każdą kolejną wypowiedzią mocno przypomina konkurs na największego rasistę. Ksenofoba Roku, który w imię niemożliwej do zaakceptowania w XXI wieku kulturowej unifikacji, selekcję etniczną i religijną uznaje za doskonały mechanizm eliminowania Innych. A nie to czym w istocie jest – prymitywnym narzędziem dyskryminacji.

My – tylko i wyłącznie my – posiadamy cechy prawdziwego homo sapiens, w swojej bezpiecznie homogenicznej grupie spełniamy arbitralnie przyjęte kryteria pełni człowieczeństwa. Człowieczeństwo innych, bliższe jest natomiast naturze zwierzęcej. Ta coraz mniej subtelna forma dyskryminacji, nie polega jednak na otwartym odmawianiu Obcym przynależności do gatunku ludzkiego, ale na takim o nich wnioskowaniu, które prowadzi  do  przekonania, że nie  są w  pełni wartościowymi istotami ludzkimi.

Nie, to nie moja imaginacja, to nawet nie moja własna, wyrosła z obserwacji dzisiejszej Polski, konkluzja. To wnioski płynące z badań na wskroś empirycznych, podejmowanych od lat przez psychologów społecznych na całym świecie. I myliłby się ktoś, kto uniwersalność takiej dyskryminacji grup obcych uznałby za argument łagodzący ten boleśnie znajomy szowinizm – to tylko wyjaśnienie okoliczności, nie rozgrzeszenie.

Słuchając więc ze zdumieniem listy warunków, które mieliby spełniać uchodźcy z Afryki czy Bliskiego Wschodu – ludzie, których los naznaczony jest tragediami niepojętymi przez przeciętnego Polaka, którzy w swojej desperacji ryzykują życie, próbując je ocalić przed cierpieniem, którego nie mógłby sobie nawet wyobrazić Dante Alighieri – nie mogłam nie pomyśleć o Leónie.

Czy część opinii publicznej odmawia mu prawa do reprezentowania Polski, kierując się takim samym, automatycznym mechanizmem upartego budowania muru wokół własnej źle pojętej jednorodności? Najpewniej.

Czy może część obawia się, iż ten sportowy zuchwalec miejsce w składzie kadry narodowej wykradnie Polakowi? Takiemu prawdziwemu, 100% Polakowi – białemu katolikowi z rodziny o tradycjach zarówno robotniczych jak i inteligenckich. Z całą pewnością. Jest to bowiem ten sam proces tworzenia ciasniutkiej definicji Polaka, która za nawiasem pozostawia prawdziwą, barwną różnorodność. Ten sam mechanizm selekcjonowania ludzi godnych do życia w Polsce i nazywania się Polakami.

A ja osobiście w narodowej reprezentacji najchętniej widziałabym człowieka, który po pierwsze swoją wartość udowadnia przy siatce oraz takiego, któremu na tej grze szczerze zależy.

Dlatego też, po tym odważnym i mocnym “wyznaniu polskości” właśnie w Leónie więcej widzę Polaka, niż choćby w wiecznie unikającym odpowiedzialności za losy kadry, Mariuszu Wlazłym.

10 przemyśleń na temat “Zawartość cukru w cukrze”

  1. ~mlody pisze:

    Bardzo dobry tekst.

  2. ~Nogaaa pisze:

    Widać, że jest zdeterminowany i na pewno pomoże kadrze. Wlazły mimo całego zamieszania z powrotami itp. został MVP MŚ, dlatego ciężko mu coś zarzucić.

  3. ~Milcząca pisze:

    W wielu kwestiach można się zgodzić, ale niektóre pozostawiają wiele do życzenia.

  4. ~Alicja pisze:

    Dobry tekst, w wielu kwestiach się zgadzamy, chociaż opinia na temat Wlazłego jednak trochę krzywdząca, szczególnie po tym, co zrobił na MŚ. W oświadczeniu, które wydał przed powrotem do kadry, przedstawia kulisy wielu sytuacji ze swoim udziałem i nie ma powodów, by mu nie wierzyć.

    1. Kaja Głomb pisze:

      Rozumiem dlaczego uważasz taką opinię za krzywdzącą – ja jednak nie dowierzam w oświadczenia Wlazłego i nieco inaczej patrzę na ten jego jednorazowy powrót do kadry.

  5. ~Gopro sklep pisze:

    Bardzo fajny artykuł!!

  6. Temat tak zwanych „farbowanych lisów” od zawsze był nieco kontrowersyjny. Pamiętacie na pewno naturalizowanego Nigeryjczyka Olisadebe i kwestię jego wieku :) Co do tematu Leóna – wcale mu się nie dziwię, że chce grać właśnie w tej reprezentacji. Jednak gra dla reprezentacji powinna być zaszczytem, na który trzeba wcześniej zasłużyć :)

    1. Kaja Głomb pisze:

      I tak powinno być – jeśli Leon zasłuży i będzie mógł kadrze pomóc, to nie powinno się mu odbierać na to szansy. To niebezpiecznie bliskie byłoby już dyskryminacji i jakiejś chorej idei różnych stopni obywatelstwa.

      Natomiast jego sprawa, mocno różni się od kwestii wspomnianego przez Ciebie Olisadebe, czy innych Rogerów – tu nie ma mowy o „kupowaniu” sobie odpowiednich zawodników, nikt Leona o przyjęcie obywatelstwa nie prosił.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook