Zabójczy sportowcy: Marc Cécillon

Marc2

Fot. eurosport.com

Dlaczego zastrzeliłem? To pytanie będę sobie zadawał do końca swojego życia” – powiedział Marc Cécillon podczas procesu sądowego, który miał zadecydować o reszcie jego życia. Ślepa, francuska Temida nie miała łatwego zadania – na swej szali wyważyć musiała wszystko to co wiedziano o smutnej sprawie jednego z czołowych francuskich rugbystów, i to co pozostawało, i zapewne pozostanie na zawsze, tajemnicą.

Spokojny człowiek

Marc Cécillion miał rugby zapisane w każdym monomerze, w każdej cząsteczce węgla, każdej zasadzie, tworzącej jego DNA. Rugby wydrążone było w każdej komórce jego ciała niczym delficka maksyma nad świątynią Apollina. Urodzony 30 lipca 1959 w Bourgoin-Jallieu, niewielkiej gminie w regionie Rodan-Alpy, ukochany przez Francuzów sport uprawiać zaczął już w wieku 8 lat, inspirowany przez ojca oraz dziadka – byłych rugbystów. Cóż zresztą innego mógłby robić, mieszkając się w miejscowości znanej niemal wyłącznie z jej sławnych, podających jajo, mieszkańców?

Siląc się na coelhizm lotów niziutkich jak sufity hobbitów, można wręcz pokusić się o stwierdzenie, iż cały wszechświat – wszechświat departamentu Isère – potajemnie sprzyjał jego pragnieniu. W wieku 14 lat, po tym jak zmęczony bezsensowną edukacją, rzucił szkołę, rozpoczął pracę jako uczeń cukiernika – fanatyka rugby, który nie miał nic przeciwko temu, że chłopak zamiast przysposabiać się do najsłodszego zawodu świata, biega na treningi. Najpierw Saint-Savin, a końcu w lokalnym CS Bourgoin-Jallieu – największej miłości swego życia.

W klubie tym Cécillion miał zresztą pozostać przez 23 lata swojej kariery, odrzucając zdecydowanie bardziej lukratywne propozycje z Nowej Zelandii oraz Australii – krajów, gdzie wszelkie odmiany sportu polegające na rzucaniu sobie piłki mieszczą się w sferze sacrum. Decyzja ta okazała się być brzemienna nie tylko dla Marca, ale też dla CS Bourgoin-Jallieu. Ten potężny posturą oraz talentem wiązacz młyna, klub z Bourgoin-Jallieu poprowadził bowiem z dna na klubowe szczyty – do finału  Challenge Yves du Manoir – w którym zwyciężyła drużyna Section Paloise, finału mistrzostwa Francji – w którym wygrało Stade Toulousain – i w końcu triumfu w European Challenge Cup w 1997 roku.

Z CS Bourgoin-Jallieu przeniósl się dopiero w 1999 roku. Do Beaurepaire, gdzie w 2003 zakończył ostatecznie karierę.

Znany z opanowania oraz szorstkiej urody poganiacza bydła – do tego stopnia, iż na lata przylgnął do niego przydomek “Spokojny człowiek”, na cześć jednego z wcieleń Johna Wayna. Przylgnął tak mocno, iż Guy Leduc, wydaną w 1998 roku  poświęcona Cécillionowi zatytułował “Marc Cécillon, l’homme tranquille du rugby français.” – spokojny człowiek francuskiego rugby. Źródłem jego opanowania godnego mistrza zen mogło być głębokie przekonanie o swojej wartości. Mógł być także alkohol, od którego Marc nie stronił już w trakcie kariery. Równie przyjacielski co spokojny, nasz bohater uchodził za mistrza “trzeciej połowy” – imprezy kończącej mecz, jednej ze świętych tradycji francuskiego rugby.

Zanim jednak “trzecie połowy” zaprowadziły Marca na dno butelki wódki, młody, perspektywiczny i pełen kowbojskiego uroku w wieku 17 lat trafił do kadry narodowej, zaraz po tym jak awansował z SC Bourgoin do pierwszej dywizji. W swoim debiucie zagrał z Irlandią. W kadrę francuską i międzynarodowy sport wszedł jak gorący nóż w rozpuszczone masło – już rok później został wybrany numerem osiem w drużynie gwiazd, powołanej z okazji setnej rocznicy South Africa Rugby Football Union.

Francuskich barw bronił przez 46 spotkań – pięciokrotnie jako kapitan, choć akurat za tą rolą nie przepadał. Nie bardzo lubił odpowiedzialność jaka spoczywała na jego umięśnionych barkach. Swój ostatni międzynarodowy turniej rozegrał podczas Pucharu Pięciu Narodów Dublinie w 1995 roku. Wygrała Anglia.

Człowiek z pasją

Był mężczyzną nieznającym granic. Wszystko robił z pasją. Na swój sposób myślę, że w tym co zrobił – w zabiciu jej – była miłość. W każdym razie nie było tam nienawiści. Wydaje mi się, że to co zrobił było rezultatem skumulowanych przez lata niewyrażonych emocji. Potrzebował uczuć, potrzebował swoich przyjaciół, ale równocześnie nie wyrażał uczuć. Był gigantyczną górą lodową, a my widzieliśmy jedynie jej wierzchołek.”

Bardzo możliwe, iż Jean-François Tordo, autor tej freudowskiej analizy Cécillona zbliżył się do prawdy na temat tego, co sprawiło, iż świetny rugbysta, podpora społeczności, czy wręcz bożyszcze Bourgoin-Jallieu, rok po zakończeniu kariery wpadł w głęboką depresję. Depresję, która ostatecznie doprowadziła go więzienia.

Nie mógł żyć bez rugby, nie mógł żyć bez swojego klubu.

Bardzo możliwe, iż bliżej prawdy jest jednak jego żona Tordo, która w rugbyście widziała zwykłego pijaka: “Był ciągle pijany i uchodziło mu to płazem tylko dlatego, iż był Marciem Cécillonem. To właśnie robi z ciebie 20 lat ciągłego picia – niszczy cię kawałek po kawałku.

Z alkoholizmem Marca najlepiej radził sobie jego ojciec – niczym anioł stróż wyruszał śladami syna, kiedy ten hulał w lokalnych knajpach.

Szkoda tylko, że nie było go 7 sierpnia 2004 roku w Saint-Savin, kiedy Marc wraz ze swoją żoną, Chantal gościli na imprezie kończącej sezon rugby, zorganizowanej przez Christiana i Babeth Beguy. Bohater narodowej kadry był jak zawsze gościem honorowym – ozdobą każdej ważnej imprezy w okolicy.

Chantal przybyła do willi Flosaille przed Marciem. Ludzie szeptali, że między małżonkami nie najlepiej się układa i to od dłuższego czasu. Przyczyną mógł być alkohol. A może fakt, iż Marc nie stronił od kobiet – mówiło się nawet, iż od lat ukrywa syna z nieprawego łoża.

Prawdę na ten temat opinia publiczna poznała dopiero w styczniu tego roku, kiedy Alexandre Dumoulin, środkowy ataku, grający od 2011 w Racing Métro 92, zadebiutował w narodowej kadrze Francji. Kilka miesięcy po tym jak rozegrał swój pierwszy mecz we francuskich barwach przyznał, iż jest synem Marca Cécillona, a prawdę o tym poznał mając 17 lat.

Jego matka chciała oszczędzić mu wstydu bycia synem człowieka skazanego za morderstwo.

Morderstwo, którego dokonał na oczach 60 bawiących się w willi Flosaille osób.

Przyjęcie u Beguyów miało się w najlepsze, kiedy pijany w sztok Marc wpadł w normalną dla siebie dziką furię. Uderzył panią domu, po czym opuścił imprezę. Wrócił niedługo potem, z rewolwerem wciśniętym za pasek spodni.

Skierował się od razu w stronę Chantal. Zażądał aby ta opuściła z nim imprezę. Odmówiła.

Wystrzelił więc cztery razy. Trafił ją w rękę, głowę, klatkę piersiową i plecy. Dopiero wtedy gościom udało się go obezwładnić i przywiązać kablami do krzesła.

Chantal już nie żyła.

Kiedy na miejsce przybyli żandarmii, Marc Cécillon wołał swoją żonę.

Wołał ją także, gdy następnego dnia obudził się w areszcie. Wył i krzyczał przywołując ją do siebie, powtarzając jak bardzo ją kocha, jak bardzo jej potrzebuje. Nie wierzył, kiedy porucznik Luc Vanaud powiedział mu co wydarzyło się poprzedniego dnia.

10 listopada 2006 Marc Cécillon został skazany za morderstwo. Sąd nie uwierzył, iż Cécillon wcale nie chciał zabić żony, nie wierzył, iż jego motywy rozpłynęły się w alkoholu i głębokiej, zżerającej go depresji.

Uznano go winnym morderstwa z premedytacją i wyznaczono karę 20 lat pozbawienia wolności. O 5 więcej niż postulował prokurator.

Ślepa Temida wydała wyrok, nie wsłuchując się w słowa córki Marca, Angelique, która błagała sąd o łaskę, prosząc aby nie odbierał jej drugiego rodzica. Płacząc, zwróciła się także do swojego ojca:

Nigdy Ci tego nie wybaczę, ale nadal Cię kocham

Zapisz

Zapisz

25 przemyśleń na temat “Zabójczy sportowcy: Marc Cécillon”

  1. ~Jack pisze:

    hej koleżanko!

    Bardzo mi sie podobają Twoje teksty. masz talent to Ci trzeba przyznac :)

    rozwijaj sie pisz wiecej , a moze cos na temat pilki noznej? jesli tak to zapraszam na PilkarskiSwiat.com

    pozdro

  2. ~Anna pisze:

    Czesc :) Bardzo ciekawie piszesz, masz ogromny talent, a Twoje teksty są naprawdę bardzo klimatyczne :) Fajnie, ze postanowiles dzielic się tym bądź co bądź za darmo w internecie, tak by wszyscy zainteresowani mogli wejsc i w kazdej chwili sobie przeczytac co masz do przekazania, by mogli po obcować choc przez chwile z jakims dobrym tekstem :p

  3. ~Marek pisze:

    Swietny tekst :) Naprawde bardzo dobry kawalek tekstu :) Proszę Cię, pisz czesciej, bo w gaszczu tego, nie bójmy się uzyc kolokwializmu, chłamu w dzisiejszych czasach, takie teksty są naprawdę, na przyslowiowa wage złota :) Mam nadzieje, ze jeszcze dlugo będę mial przyjemnosc czytac Twoje teksty na tym, lub jakims innym blogu :)

    1. Kaja Głomb pisze:

      Dziękuję i postaram się spełnić oczekiwania:)

  4. ~Marek pisze:

    Bardzo dobry artykuł. :)

  5. ~Bartosz pisze:

    Ciekawie napisany tekst, gratuluje. Marc Cecillon to kolejny przyklad, ze geniusz w jakiejs dziedzinie czesto okupuje sie dysfunkcjonalnoscia w codziennym zyciu. Mam tylko prosbe do Autorki by terminow naukowych uzywac z wiekszym wyczuciem, n.p. nie istnieja ‚czasteczki wegla’, a i termin ‚monomer’ pasuje tu jak piesc do oka.

  6. ~Magdalena pisze:

    Nie interesuje mnie sport. Nie interesuje mnie rugby. Ten artykuł przeczytałam z niekłamaną przyjemnością. Gratuluje talentu i lekkości pióra. Interesuje mnie sport. Interesuje mnie rugby…:)

    1. Kaja Głomb pisze:

      Bardzo dziękuję ;) Polecam się na przyszłość.Blog jest taki „przy okazji sportowy” – znajdują się tu teksty, które rzadko dotyczą sportowe mainstreamu. A nuż znajdziesz jeszcze coś dla siebie!

  7. ~Gaja pisze:

    po prostu pijane bydle…

  8. ~cinemat pisze:

    Nie idzie przebrnac przez ten tekst. Skladnia, porownania, synonimy ‚z dupy’ wziete. Cyrk, ze ktos to na onecie, na glownej opublikowal.

  9. ~qasc pisze:

    „Siląc się na coelhizm lotów niziutkich, jak sufity hobbitów” – i więcej podobnych koszmarków językowych; autor/-ka nadaje się do brukowca.

    1. Kaja Głomb pisze:

      Och, chyba mnie przeceniasz. Nigdy nie wymyśliłabym tak kultowych nagłówków jak choćby: „Nie śpię, bo trzymam kredens” czy też „Czajnik grozy chciał nas zabić”.

  10. ~andrzej pisze:

    Mordercy sa wychwalani ,jak PO w POlsce .

  11. ~James pisze:

    wszyscy piszą o człowieku który zabił i to w dodatku że był genialny, A NIKT NIE WSPOMNI NAWET SŁOWEM O JEGO ŻONIE, KTÓREJ BEZ PARDONU ODEBRAŁ ZYCIE – brak słów! co za świat :(

    1. ~rexc pisze:

      dla mnie ten „artykuł” to totalny chaos, mieszanina francuskich nazw miast, klubów, świąt i czego tam jeszcze, niezrozumiałe przeskoki w czasie, na dodatek autor/ka zdaje się nie wiedzieć, że czytający nie muszą znać historii francuskiego rugby… źle się to czytało, brak talentu

      1. Kaja Głomb pisze:

        Wielkie mam więc szczęście, iż nie szukam potwierdzenia czy też zaprzeczenia swego talentu wśród osób, dla których jedyną przyjętą formą tekstu pisanego, jest sprawozdanie ;)

        1. ~rexc pisze:

          Nie musisz być złośliwa, ale może też nie rozumiesz, jesli piszesz dla ludzi to pisz tak, zeby ktos chcial to czytac a nie rezygnował po 5 zdaniach, chyba ze jest to tekst dla wybranej grupy, „zakręconych” (bez urazy :) ) podobnie jak Ty. jesli tak to ok. Ktoś gdzieś również zwrócił Ci uwagę na dość koszmarny język (cytat o Hobbitach, ale parę innych też by się znalazło)… ja lubię sport i ciekawe historie, dlatego zmusiłem się do przeczytania całości Twojego „niesprawozdania”, zmusiłem się, bo bohater wydaje się tego wart.. jesli zależy Ci na może jakiejś popularności czy czymś w tym rodzaju, to pora coś zmienić. Powodzenia

          1. Kaja Głomb pisze:

            Proszę mi wybaczyć, ale to, że są osoby, którym się mój styl nie podoba, nie oznacza dla mnie nic więcej niż to, że im się mój styl nie podoba. Pozostanie to więc niczym więcej niż opinią, do której mogę się odnieść. A ja robić tego nie zamierzam.

            Tobie się nie podoba – po prostu nie czytaj. A ja jakoś będę musiała przeżyć to, że nie jesteś stałym czytelnikiem tego bloga.

          2. ~rexc pisze:

            „…A ja jakoś będę musiała przeżyć to, że nie jesteś stałym czytelnikiem tego bloga.” – myśle, że jednak bedzie Ci ciężko

    2. ~janzio2 pisze:

      a ja uważam że żona była nic nie warta w artykule jest napisane widziała w nim tylko pijaka a dla mnie to mówi wszystko kobiety potrafią być niesamowicie podłe i perfidne

  12. ~hag pisze:

    Psychopaci są wśród nas

  13. ~Sopranoo pisze:

    Genialny człowiek,a jeszcze lepszy sportowiec

    1. Kaja Głomb pisze:

      Mam pewne wątpliwości co do jego „genialnego” człowieczeństwa ;)

  14. ~Marek pisze:

    Żal że takie sławy tak często kończą w rynsztokach albo tak jak Marc właśnie… :/
    Zwłaszcza, że bardzo często są wzorem dla młodych kibiców.

  15. To był genialny sportowiec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook