Wulgarność nasza codzienna

Kiedy w piątek rano dotarła do nas wieść o śmierci Bohdana Tomaszewskiego – legendy polskiego dziennikarstwa sportowego – przyszły mi do głowy dwie myśli skrajne.

Pierwsza na temat Wimbledonu była prawdziwą miksturą żalu, ulgi, żalu jeszcze większego i poczucia winy. Komentarza redaktora Tomaszewskiego podczas tego wyjątkowego turnieju tenisowego już od kilku lat nie byłam w stanie znieść i czekałam, aż senior rodu zdecyduje się odłożyć mikrofon. Do głowy mi jednak nie przyszło, iż brak „haloooo tu Łymbledon” związany będzie ze śmiercią, a nie zwykłą decyzją. Cały miniony weekend, sumienie gryzło mnie nieprzerwanie – a to z powodu kompletnie niepotrzebnej irytacji podczas tych nielicznych – i jak się okazuje ostatnich – okazji słuchania człowieka z innej, jakże odmiennej epoki. A to z powodu oczywistego ignorowania przeze mnie faktu, iż komentarze Bohdana Tomaszewskiego, w których zdecydowanie więcej było przeszłości niż teraźniejszości, odznaczały się przede wszystkim jakością – cechą niemal zapomnianą w potoku mowy-trawy, oczywistych oczywistości oraz kompletnie pozbawionych głębi transmisji wyciosanych z drewna i wyłupanych z kamienia sportowych dziennikarzy.

Druga myśl była niemal równie potworna. Kiedy wreszcie z całą potężna siłą dotarło do mnie, że to naprawdę koniec, że pan Bohdan Tomaszewski już nigdy nie opowie nam o Jadwidze Jędrzejowskiej, poczułam jak gdzieś, w zakamarkach mojego jestestwa, zatrzasnęły się ciężkie drzwi – drzwi do świata, w którym sport był czymś więcej niż zwykłym konkursem sprawności fizycznej, czymś znacznie poważniejszym niż miliony dolarów przelewane na konta najlepszych dziś atletów.

W kapsule przeszłości przyszło nam więc zamknąć tę zaprzeszłość, gdzie w charakterze sportowca w równym stopniu leżało popisywanie się kulturą fizyczną jak i kulturą w ogóle. Nie tylko siła, szybkość, wytrzymałość i zapał budowały prawdziwe gwiazdy – szacunek zdobywało się także postępowaniem eleganckim, sprawiedliwym i przede wszystkim fair play.

Z czasów tych pozostało nam dziś jedynie wyrażenie „zachować się sportowo”, które niebawem stanie się równie niezrozumiałe, co obecne zasady punktacji w skokach. Wszak coraz mniej jest prawdziwych atletów, którzy zdają sobie sprawę z wagi godności oraz szacunku względem rywala oraz kibiców. Sportowe zachowanie jest więc raczej dążeniem za wszelką cenę do sukcesu, nie ważne za pomocą jakich środków, a nie walką z honorem.

Dziś sport schamiał i spodlał. Sportowy dyskurs zamienił się w karykaturę eleganckiej konwersacji – ileż w nim dziś ordynarnych złośliwości, prostactwa i wulgarności.

Daleko szukać wcale nie trzeba – sobotni sukces polskich skoczków zamienił się w popis nieokrzesania na miarę grubiańskich debat polskich polityków. To sami bohaterowie zmagań o miano najlepszej drużyny Mistrzostw Świata stroją sobie żarciki na temat rzekomej nietrzeźwości podczas ceremonii dekoracji, to głos zabiera ojciec Klemensa Murańki – zanany skądinąd z robienia afer wszędzie gdzie to możliwe – i nazywa Poppingera, który podczas konkursu „śmiał” wyskoczyć Austriakom srebro – dupkiem.

Niesmak wypowiedzi Murańki seniora, przebrzmiewające z niej odium, prymitywne chamstwo oraz kompletny brak szacunku dla drugiego sportowca, obrzydził ten równie przyjemny co niespodziewany sukces kadry Kruczka. Jest rzeczą nie do przyjęcia, aby w sposób tak ordynarny obrażać sportowca – szczególnie sportowca lepszego. Barbaryzowanie sportu, który przecież powstawał po to aby wychowywać, uczyć oraz pomagać w wykuwaniu charakteru, jest mordem na kulturze. Bo właśnie z niej wywodzi się piękna rywalizacja na starożytnych arenach. I choć bulgocące emocje związane z wydarzeniami sportowymi zawsze powodowały trudną do opanowania histerię – a co za tym idzie pozwalały przebudzić się najniższym ludzkim instynktom, to właśnie kultura była i być powinna matką sportowego współzawodnictwa.

Bez zrozumienia, a co więcej wpajania młodym sportowcom tych jakże elementarnych zasad dobrego wychowania sportowe zmagania niczym różnić nie będą się od potyczek kiboli – grupy, która w procesie schamiania sportu osiągnęła największe sukcesy. Coraz więcej będziemy więc słuchać popisów prostactwa, jak ten, który zaserwował nam niedawno Kuchaczyk, obrażający dziennikarza, który zadał mu po przegranej Legii z Ajaxem, bardzo oczywiste pytanie. Więcej będzie paskudnie się zachowujących Jerzych Janowiczów – awanturujących się i pełnych pretensji do każdego, tylko nie do siebie.

Taki sport mi się nie podoba i podobać nie będzie.

A już na pewno nie podobał się Bohdanowi Tomaszewskiemu.

23 przemyślenia na temat “Wulgarność nasza codzienna”

  1. ~Natalia pisze:

    Tacy już jesteśmy :)

  2. ~Kaletnictwo pisze:

    Niestety ale masz dużo racji….

  3. ~Barbie pisze:

    Bardzo fajny blog, podoba mi się więc dodaje go do mojej listy która znajduje się http://blogisportowe.blogspot.com/

  4. ~celinabak pisze:

    Zgadzam się z Tobą w 100%!!

  5. ~ArekZ pisze:

    Przerażający jest poziom naszego języka, to że nawet ludzie wykształceni używają na co dzień rynsztokowego słownictwa jest straszne

  6. ~Amar pisze:

    Nasze społeczeństwo staje się coraz gorsze

  7. Mnie najbardziej drażni że to kobiety teraz częściej klną niz faceci, to jest nie do pomyślenia

  8. ~NewNails pisze:

    Niestety takie koleje losu

  9. ~Jakub pisze:

    nic nie poradzisz, kraj nasz coraz bardziej jest wulgarny, a ile tej wulgarności można codziennie spotkać na mieście to się w głowie nie mieści

  10. ~arbiter8 pisze:

    No cóż to już chyba taka staje się codzienność nie umiem wyrazić inaczej swoje uczucia to będę wulgarny przecież to takie nowoczesne żal mi takich ludzi

  11. ~Julita pisze:

    Świetny post! Pozdrawiam:)

  12. ~Ada pisze:

    Taka nasza natura ;) odszedł wielki dziennikarz…

  13. ~macie-j111 pisze:

    Wulgaryzm w dzisiejszych czasach to żadna nowość to traktowane jest jako rozładowanie napięcia albo modne zachowanie

  14. ~Klaudia pisze:

    Wulgarność u polaków to normalka… niestety okazuje się, że wynika ona tak naprawdę z naszego zakompleksienia..

  15. Klasa dziennikarstwa strasznie się zaniżyła, jakość spadła do minimum, chamstwo spowszedniało. A persony wywodzące się z czasów komuny, potrafili trzymając fason przedstawiać fakty i emocje bez nadmiernej ekscytacji, która automatycznie w naszych ustach ciśnie słowa mało poprawnie politycznie. Ci ludzie odchodzą ale będą trwać w naszych głowach.

  16. Jak dla mnie Pan Tomaszewski to żywa legenda! jego komentarze, jego słowa docierały praktycznie do każdego. nie wiem czy ktoś lepiej mógł prowadzić takie audycje radiowe…
    Szkoda człowieka, na pewno zostanie w naszej pamięci na długo, a co do wulgaryzmów to rzeczywiście to codzienność u większości naszych rodaków

    Pozdrawiam i zapraszam na portal http://www.PilkarskiSwiat.com

  17. ~TeresaF pisze:

    Ja tam lubiłam, tu cytuję;) „haloooo tu Łymbledon” i bardzo lubiłam słychać komentarza pana Bohdana. Niestety dziennikarstwo, nawet sportowe zaczyna iść w złą stronę, a tak jak sama napisałaś, komentarz pana Bohdana cechowała przede wszystkim jakość. Sport powinna cechować kultura zawodników, nie tylko w wypowiedziach, ale również w zachowaniu, bo przecież często sportowcy są idolami ludzi młodych, którzy na nich się wzorują. Pozdrawiam, Teresa

  18. ~Michał pisze:

    Odłożenie mikrofonu powinno być decyzją spowodowane zupełnie czymś innym… Dla mnie Tomaszewski był prawdziwą legendą. I może jego głos już nie był taki, jaki powienien być, ale był charakterystyczny. Trudno było sobie wyobrazić, że zamiast niego mógłby komentować ktoś inny. A jednak. Śmierć go wybrała. Mam nadzieję, że ludzie będą pamiętać o nim i że będzie on wzorem do naśladowaniu dla młodych, niedoświadczonych komentatorów :)

  19. ~Karina pisze:

    Nigdy nie zrozumiem tego, jak „wielcy patrioci” (np. kibice LW) nie szanują swoich rodaków obrzucając obrzydliwymi obelgami kibiców lub co gorsza piłkarzy innych drużyn. To jak to w końcu jest, jesteśmy jednym, wspaniałym narodem czy „jedyny właściwy i prawdziwy” Polak to ten, który jest kibicem owej drużyny? Uwielbiam piłkę nożną, ale ten prostacki folwark skutecznie obrzydza mi wizyty na stadionie. Rozumiem doping swojej drużyny, ale koniecznie musi on opierać się na zmieszaniu z błotem przeciwników? To przykre, że przechodzi to również na samych sportowców.

    1. kaja.g pisze:

      Ano właśnie…
      Mnie jeszcze czasem dobija jak to jest w gruncie rzeczy bezrefleksyjne, zautomatyzowane zjawisko. Miałam okazję być raz świadkiem sceny podczas meczu hokejowego Cravovia – Jastrzębie Zdrój. Drużyny te raczej nie skaczą sobie do gardeł – w hokeju polskim atmosfera jest zresztą znacznie bardziej wyważona, natomiast kilku nastoletnich kibiców Cracovii obwiązanych szalikami zaczęło nieparlamentarnie krzyczeć w stronę kibiców przciwnych („Je**ć Jastrzębie). Całe szczęście w pobliżu siedzieli starsi panowie – długoletni kibice Cracovii, obecni niemal na każdym meczu tej drużyny, którzy przykładnie kazali młodzieży zamilknąć – wiedzieli bowiem doskonale, że to ani nie miejsce ani nie rywalizacja na takim poziomie wulgarności.

  20. ~Krzysztof pisze:

    Witam no właśnie u nas polaków wulgarność to jak chleb powszedni. Klniemy, wtedy kiedy tylko coś nam nie idzie. Ogólnie uważam, że nasi rodacy za dużo przeklinają i aż wstyd się do tego przyanć, ale ja mam tak samo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook