Niesportowi sportowcy: Petter Northug

Od wczesnych godzin porannych media straszą zimą. Stolica naszego przepięknego i leciutko schizofrenicznego kraju pokryła się rzekomo śnieżnym kocykiem, a sympatyczne i niezwykle urodziwe panienki od pogody, do chmurek i kropelek deszczu na mapie Polski dodały śnieżne płatki, przestrzegając przed nadchodzącym oziębieniem.

O tym, iż zima nadeszła wiemy jednak już od kilku dni i to ze zgoła odmiennego źródła. Trzy dni temu skoczkowi zainaugurowali bowiem sezon narciarskich sportów, co o zmianie pory roku świadczy znacznie bardziej, niż śnieg-widmo w Warszawie.

Skoro więc o zimie możemy oficjalnie mówić w czasie teraźniejszym, przyszedł czas na wielkie otwarcie sezonu. Nie będzie to jednak wino musujące naśladujące szampana – szampan tym bardziej – ani gigantyczny tort, z którego miałyby wyskoczyć panie przebrane za wyuzdane elfy i panowie w nieskromnych strojach Mikołaja.

Będzie to jednak tekst – odurzający i ekscytujący nieco mniej niż wyżej wymienione propozycje celebracji. Jego bohater ma jednak coś wspólnego zarówno z alkoholem jak i kompletnym brakiem skromności.

Panie i Panowie. Panowie i Panie. Przedstawiam Wam Pettera Northuga – kolejnego bohatera cyklu „Niesportowi sportowcy” i prawdopodobnie jednego z najbardziej nielubianych narciarzy świata.

4647079_976139

 Gwiazda poranna

Petter Northug Junior urodził się 6 stycznia 1986 roku w Mosvik – małej wiosce niedaleko Trondheim, o której z polskiej Wikipedii nie sposób dowiedzieć się wiele więcej niż fakt, iż posiada dwie szkoły podstawowe i 121 uczniów tychże.

Na nartach zaczął jeździć w wieku trzech lat, a rywalizację rozpoczął wraz z pojawieniem się na świecie dwóch młodszych braci – Thomasa i Evensa. To właśnie oni mieli rozbudzić w młodym, acz diabelsko uzdolnionym Petterze zmysł współzawodnictwa.

Cóż, udało im się.

Peter w swoim cztery lata młodszym bracie, Thomasie, znalazł zresztą godnego rywala. Chłopak nie tylko deptał mu po narciarskich piętach, ale miał przede wszystkim zwyciężyć w konkurencji nieco odmiennej od biegów na dwóch deskach po śniegu. Jak głosi rodzinna anegdotka , gdy Petter miał 10, a Thomas 6 lat, znaleźli parę bokserskich rękawic. Włożyli po jednej i bez opamiętania okładali się do czasu, aż młodszy nie trafił starszego pięknym prawym sierpowym w twarz.

Tak, to wiele wyjaśnia.

Być może właśnie ta jakże żenująca porażka z Thomasem, być może odpowiednia kombinacja genów, może specyficzne wychowanie rodziców –  May i Johna (a właściwie Petera seniora) Northugów sprawiło, iż Petter Northig chowany pośród jezior, rzek i norweskich krasnoludów, już od najmłodszych lat ciężko trenujący w klubie Strindheim, szybko okazał się być nieprzeciętnym talentem sportowym.

Początkowo myślał o zostaniu skoczkiem narciarskim – w wieku 12 lat podobno skoczył z normalnej skoczni w Trondheim i wylądował na 65 metrze. Po fascynacji skokami zaczął interesować się biathlonem, w końcu przerzucił się na biegi. O tym, aby zostać zawodowym narciarzem zadecydował uczęszczając do gimnazjum w Meråker (w której nota bene znajduje się jedna szkoła podstawowa, edukująca 340 uczniów –znaczącym procentem tych są zawodowi narciarze, jak choćby Tora Berger), gdzie poznał Frode Estila – prawdziwą legendę norweskich biegów. To właśnie on miał sprawić, iż młody Northug w bardzo szybkim czasie zrobił gigantyczne postępy i z marszu został okrzyknięty przyszłością norweskich nart.

Na arenie międzynarodowej Nothug zadebiutował 30 listopada 2002 roku w zawodach FIS Race w Gålå. Jego wynik trudno nazwać oszałamiającym – zajął 63. miejsce w kwalifikacjach do sprintu stylem klasycznym – na pierwszy sukces czekał jednak zaledwie rok. W grudniu 2003 roku startując w zawodach juniorów w Lillehammer, stanął na najniższym stopniu podium w sprincie techniką dowolną. Ciekawe czy już wtedy przez większą część dystansu trzymał się z tyłu i udawał konającego ze zmęczenia, po to aby na kilkadziesiąt metrów przed metą wystrzelić jak z katapulty?

Prawdziwą karierę Northug rozpoczął w sezonie 2004/05. Pączkujący talent juniora zauważyli producenci sprzętu narciarskiego, którzy jak donosiły norweskie gazety, za wszelką cenę starali się podpisać kontrakt z młodziutkim narciarzem. Koniec końców Northug zdecydował się na umowę z Fisherem, stając się jedynym juniorem jakiemu zaoferowano kontrakt sponsorski, zakładający między innymi pomnożenie wynagrodzenia bazowego pięciokrotnie w przypadku dostania się do elitarnej norweskiej drużyny i zdobycie medalu na Mistrzostwach Świata Juniorów.

Northug zrobił i jedno i drugie.

Gwiazda Północy

Po MŚJ w 2005 roku kariera Northuga zaczęła się rozwijać modelowo. Już w sezonie 2005/06 rozpoczął wygrywać w Pucharze Świata, a w swoim pierwszym triumfie pokonał Tobiasa Angerera, który tamten sezon zakończył podnosząc do góry wielką kryształową kulę oraz Axela Teichmanna, który zrobił to samo rok wcześniej.

Mniej więcej w takich okolicznościach prawdopodobnie Northug zdecydował, iż pierwszym celem jego bezpardonowych, nierzadko chamskich i kompletnie niesportowych ataków zostanie właśnie Teichmann.

Jeden z pamiętnych epizodów northugowej wojenki miał miejsce w 2008 roku, kiedy to na ostatniej zmianie w zawodach sztafetowych, Norweg wielokrotnie podcinał Niemca, aż w końcu doprowadził do okazałej kolizji na trasie. W połowie wyścigu miał też wykrzykiwać do swojego rywala: „Lepiej teraz odjedź, jeśli chcesz mieć jakieś szanse”. Nic dziwnego, że po zawodach (które Niemcy zresztą przegrali), Teichmann nie wytrzymał i powiedział: „On kompletnie zapomina, że na trasie są inni narciarze, a potem, po przekroczeniu mety, robi mnóstwo idiotycznych rzeczy”.

Dla części obserwatorów nie mniej kontrowersyjne było jego zachowanie podczas sztafety na MŚ w Libercu, kiedy to po raz pierwszy zaprezentował znienawidzoną przez rywali strategię, polegającą na wożeniu się za prowadzącym i wyskakiwanie na czoło przed samą metą. Od tamtego czasu robi to przy każdej możliwej okazji – unikanie prowadzenia, odpoczywanie na plecach liderów wyścigu są jednym z dwóch powodów niegasnącego i ciągle równie emocjonującego oburzenia stawki Pucharu Świata.

Tym drugim jest charakterystyczna dla Northuga pyszałkowatość: zarówno w mowie jak uczynkach.

Biegi sztafetowe to ulubione poletko Northuga do eksperymentów z granicami dobrego smaku. To właśnie podczas tej konkurencji najczęściej daje upust swojej organicznej potrzebie ośmieszania rywali i klaunowania w możliwie najgorszym stylu. Potrafił biegać bez kijków, wykonując dość jednoznacznie lekceważący gest strzepywania kurzu z ramion. Potrafił kończyć wyścigi z kijkami założonymi za plecy, czy przekraczając linię mety bokiem.

W swojej niezwykle bogatej karierze narciarskiej, obfitującej w tak liczne medale MŚ oraz zdecydowanie mniej liczne medale olimpijskie, Northug obraził wiele osób i wiele narodów. Za punkt honoru uznał wejście z chirurgiczną precyzją za skórę Szwedów – wszystkich Szwedów.

Zaczął rzecz jasna od narciarzy – Thobiasa Fredrikssona określił jako „zbyt dużego aby się ścigać, w zasadzie pół-grubego”, bieg Calle Halfverssona podczas sztafety na MŚ w Val di Fiemme skwitował: „Szybciej spaceruję z mamą w Wielkanoc (…) [Szwedzi] muszą przeszukać swoje lasy i znaleźć kogoś z większym talentem”. Natomiast z Marcusem Hellnerem łączy go dziwna i niezrozumiała zażyłość, polegająca na okazjonalnym obrażaniu – jak choćby podczas ceremonii dekoracji, kiedy to stojąc na drugim stopniu podium i patrząc na triumfującego Szweda wykrzyknął: „Nie wiedziałem, że macie hymn” – oraz graniu w pokera.

Kończy na królu Szwecji – Karolu XVI. Ten  jednak, jak przystało na monarchę, zachowuje niezmącony spokój – nawet przepytywany. Poproszony o skomentowanie postawy Norwega podczas biegów w Davos odpowiedział, iż Norweg wygląda na zmęczonego. Northug nie byłby sobą gdyby nie zareagował:  ”To on wygląda jakby był zmęczony”.

Dostało się Niemcom, dostało Szwedom, dostało i Rosjanom. Tych z kolei Norweg nazwał „mało inteligentnymi”. Za pewne w porównani do niego samego.

Przy takiej ilości impertynencji nie bycie obrażonym przez Northuga wydaje się być większym afrontem, niż same niewybredne komentarze. Norweg nie szczędzi bowiem nikogo, kto wybija się ponad przeciętną i może zagrozić mu osobiście, albo norweskim biegaczom. Nic więc dziwnego, że w niewybredny sposób opisał także Justynę Kowalczyk, porównując ją do ciągnącej wóz kobyłki.

Spadająca Gwiazda

Niewyparzona gęba, chamstwo, kontrowersyjna taktyka czy skopanie przeciwnika podczas gry w piłkę nożną w ramach posezonowej rozgrywki, to jednak nic w porównaniu z incydentem, którym Northug zasłużył na mało zaszczytny tytuł Niesportowego Sportowca.

Tym jest majowa wycieczka na podwójnym gazie ulicami Trondheim, która zakończyła się rozsmarowaniem Audi A7 po wypadnięciu z zakrętu.

Northug, w odróżnieniu od swego pasażera, wyszedł z samochodu bez draśnięcia, po czym wrócił do domu, znajdującego się kilkaset metrów dalej. Rannego zostawił przy samochodzie na miejscu wypadku. Policyjne psy znalazły sprawcę bardzo szybko.

Wypadek określił jako „kiepską ocenę sytuacji”.

W październiku Northug został skazany za złamanie sześciu przepisów ruchu drogowego. Za karę ma spędzić 50 dni w więzieniu, oddać prawo jazdy i zapłacić grzywnę wysokości 185 tys. koron norweskich.

Kudos! 

63 przemyślenia na temat “Niesportowi sportowcy: Petter Northug”

  1. ~Cyber pisze:

    Bardzo ciekawy blog. Dodany do zakładek. Parę błędów, ale któż ichnie popełnia? :D
    Zapraszam do mnie. Mój blog raczkuje dopiero, ale zajawka jest fest :D

    http://cyberblogsportowy.blogspot.com/

    1. ~ pisze:

      Dzięki:) Błądzić rzeczą ludzką, choć żadne to usprawiedliwienie. Żaden jednak ze mnie profesjonalista wiec przynajmniej nie musze się aż tak wstydzić

    2. ~Cyber pisze:

      Mały update.. Tamten blog wygaszony. Aktualny jest ten: http://futbolbladihel.blogspot.com/2015/06/zastraszony-tygrys.html Zapraszam! :D

  2. ~Beata pisze:

    Podstawową rolę w życiu sportowca odgrywa psychika, a z tą bywa różnie. Nie zazdroszczę im ciągłej presji, ciągłego rozmyślania co zrobić aby być zawsze tym top…generalnie ciężki kawałek chleba..
    zapraszam do mnie:http://hurtowniasportowa.net/blog/ i zachęcam do udziału w konkursie!:)

  3. ~Jan pisze:

    Przecież to ryży! My Polacy też miewamy z takimi problemy!

    1. ~ruda pisze:

      jaki masz ze mną problem?

      1. ~NOSTRADAMUS pisze:

        Nie przejmuj się byle burakiem.
        Rude dziewczyny są fajne ;)

      2. ~bodzio pisze:

        ja bardzo lubię rude….pozdro dla Ciebie

  4. ~Piotrek pisze:

    „Wożenie się na plecach” – ktoś kto nie biegał, nie jeździł w peletonie kolarskim , bo tam decyduje „wożenie” się, nie ma pojęcia o co chodzi. Im wieksza szybkość tym tzw. opor powietrza pokonywany przez pierwszego zawodnika ma istotne znaczenie dla tych z tyłu. W kolarstwie to może nawet być 30% mniejszy wysiłek, w biegach nie sądze, żeby to było 10% a nawet mniej. Tutaj decyduje raczej inny czynnik To raczej psychologiczna zagrywka. Peter biega co roku gorzej i jego „wożenie” się wynika po prostu ze słabości. Był gwiazdą, robil co chciał. Nie zawsze było to może eleganckie ,ale to najlepszy biegacz świata. To inni dociągają do niego i jak to w życiu bywa zaczynają go łoić.Tak jak w kolarstwie tak i w biegach jest tak wyrównana stawka ,że samemu nie zrobi się nic. A Peter cóż – jego czas przemija. Jednak zostawil po sobie
    niezapomniane przeżycia dla kibiców i chwała mu za to. a to ,że jest taki jaki jest, to dla tandeciarzy ,brukowych pismaków i innych fizycznych zer zaściankowa sensacja.
    Teraz nadchodzi czas jego brata. Moim zdaniem to dobrze dla męskich biegow narciarskich. Zobaczymy ile prawdy jest w teorii genów.

  5. ~ewa pisze:

    metrów przed metom wystrzelić – to tak się teraz pisze?

    1. kaja.g pisze:

      Dzięki za czujność – błąd poprawiam.

  6. ~Adriana pisze:

    Na nerw mi dziala ten pajac, i naprawde mu zycze zeby niebawem mu ktos miske wyklepal , tak bez swiatkow. i tyle w temacie.

    1. ~PJ pisze:

      ~Adriana
      Światków mówisz…

  7. ~Witek pisze:

    Jezu, chłopie!: „metom” na kilkaset metrów przed „metom”. Człowieku rowy kopać i śmieci przebierać a nie za pisanie się brać. Do szkoły nieuku i to podstawowej!!!

    1. kaja.g pisze:

      Nie chłopie – to po pierwsze.

      Po drugie – bardzo się cieszę, że są w naszym cudnym kraju ludzie, którzy nie popełniają błędów ortograficznych, gramatycznych itd. Wszystkim tym z całego serca gratuluję! :)

    2. ~mao pisze:

      Kolego, zabieraj się za poprawianie, ale wtedy, gdy sam piszesz według zasad! Z Twojego bełkotu ciężko cokolwiek zrozumieć – gdzie interpunkcja? Proponuję kopać rowy i śmieci przebierać, bo nie wiem ktoby chiał takiego nieuka jako pracownika!

  8. ~Andrzej pisze:

    Od kiedy „wożenie się” jest niesportowe? Jest to element strategii w sporcie. W biegach (lekkoatletyka) jest nie tylko standardem, ale często wynajmuje się „zająca” który ciągnie tempo i potem odpada. Przecież to walka o zwycięstwo. Generalnie są trzy strategie – szarpanie interwałowe (zamęczyć i zgubić rywali/rywalki), ostry atak (często jako ukoronowanie interwałówki, czasem odpowiedzią na atak jest kontra, czyli pociągniecie ataku), oraz trzymanie się czołówki i rozstrzygnięcie biegu na finiszu (lub długim finiszu). Ostatnia opcja jest dobra tylko dla sprinterów. Wracając do biegów narciarskich to np. Terese Johaug lubi być z przodu i wówczas można by uznać ze Kowalczyk się wozi, Bjoergen jest mocna na finiszu i jeśli nie zgubi rywalek to przed metą się wiezie, aby zaatakować. Kowalczyk niestety może tylko zamęczać rywalki na trasie, by samotnie wygrywać, inaczej przegra finisz.
    „Dawanie zmian” jest ważne tylko w przypadku grupki o podobnych celach – uciec peletonowi. To jest dobre w kolarstwie, wszyscy pracujemy na wspólny dobry wynik. W przypadku grupki biegaczy, która odrywa się od reszty z łatwością i rozstrzyga bieg pomiędzy sobą nie ma mowy o „wożeniu”.
    Co do incydentów z Northugiem dodałbym wjechanie na metę z flagą Szwecji…

    1. kaja.g pisze:

      Nie mi oceniać- cytowałam zaledwie pewne krążące opinie. Kilku narciarzy bardzo mocno tę taktykę komentowało, kilku dziennikarzy nie mniej delikatnie.

      1. ~Daria A. pisze:

        I cytaty te mają pełne uzasadnienie i odzwierciedlenie w praktyce. Nie lubi się tych, którzy się wiozą, a tym bardziej tych, którzy nie pracują na rzecz grupy. Rozróżniłabym bowiem taktykę związaną z pracą peletonu od właśnie wożenia się.

  9. ~grim reaper pisze:

    Odnosnie zlosliwosci w strone Szwedow: na biegu w mistrzostwach krajowych (ktory wygral) Petter ubrany byl w stroj szwedzkiej kadry. Wyjasnil, ze to dlatego, aby Szwedzi w koncu tez mogli cos wygrac.

    1. kaja.g pisze:

      :D
      Mam wrażenie, że Northug byłby w stanie zrobić absolutnie wszystko, coby o nim pisano. Szalenie skuteczny w sobie wyrobił dział marketingu.

  10. ~OrtoKilla pisze:

    Cóż…”przed metom”.

    1. kaja.g pisze:

      Cóż. Zdarzył się babol. Poprawiam i dziękuję za czujność.

  11. ~Diety pisze:

    Świetny tekst!

  12. ~maria pisze:

    Ciekawy punkt widzenia, miło czyta się takiego bloga :) Agresja i niekulturalne zachowania w sporcie nie są dopuszczalne. Serdecznie zapraszam na mojego bloga o turystyce i sporciehttp://www.quality-service.com.pl

  13. ~Kamil pisze:

    No cóż, czasem świnia zawsze pozostanie świnią, choćby nie wiem jak tresowaną. Zdjęcie Northug’a dodane do tego wpisu chyba idealnie obrazuje jaki jest – mina skrzywiona, niezadowolona, pretensjonalna. Ciekawe dlaczego jest taki a nie inny – brak ciężkiej ojcowskiej ręki, zasad, czy jakaś tragedia życiowa, wewnętrzna…

  14. ~Iga pisze:

    Bardzo ciekawy wpis, sportowcy to bardzo specyficzni ludzie, ale także czasemi mogą się czuc przytłoczeni swoim zawodem, w wolnej chwili zajrzyj na http://www.urszulaczwartkowska.pl/

  15. ~muaythai pisze:

    Czasami to kwestia psychiki, sportowcy mogą być przeładowani bodźcami i po prostu nie wytrzymują napięcia. Stąd takie, a nie inne zachowanie.

  16. ~Robert pisze:

    to jest dla mnie nie zrozumiałe, przecież tacy ludzie powinni być spełnieni, a widać że mają jakieś problemy

    1. ~Hero pisze:

      Niektórym wiecznie czegoś do szczęścia brakuje… Nie wiem czemu tak jest, ale faktycznie nierzadko zdarza się, że osoby którym teoretycznie niczego do szczęścia nie brakuje, mają jakieś wewnętrzne problemy i ich zachowanie zostawia wiele do życzenia. Mozę po prostu niektórzy mają już taki „ciężki” charakter i takim nigdy nie dogodzisz. Inna kwestia, że sport, szczególnie ten zawodowy powoduje, że zawodnik bardzo często znajduje się pod dużą presją i to pewnie powoduje, iż niektórzy sobie z tym nie bardzo radzą i dzieją się takie kwiatki.

  17. ~nike pisze:

    ~andrew dobry jesteś, Kaja pisze o biegach narciarskich, a Ty, że to chamstwo zachowywać się tak na boisku. :)

    Co do artykułu, jak wszystkie, naprawdę wysokich lotów. Bardzo fajnie się Ciebie czyta Kaju, szkoda, że tak rzadko publikujesz. Northug to faktycznie badass jakich mało w sporcie. Dziwię się, że jeszcze nigdy od nikogo nie zarobił, bo za takie teksty jak ten o Szwedzkim hymnie mu się należało. ;P

    1. kaja.g pisze:

      Dzięki ;) Czasu niestety nie starcza na częstsze pisanie, ale mam nadzieję, że w końcu się uda nieco poprawić.

      A to że nie zarobił – jest to dla mnie prawie taka sama niezbadana i gigantyczna tajemnica, jak to, skąd żuki gnojniki biorą tyle sił, coby te kulki gówna tak toczyć i toczyć!

      1. ~burza pisze:

        No to jednak potwierdza, że sportowcy to jednak w większości dżentelmeni. ;) A żuki to powinny właśnie takich jak Northug toczyć, w końcu niewiele od gówna się różnią. :D

        1. kaja.g pisze:

          Bardzo mocno powiedziane :D

  18. ~Marecki pisze:

    Zgadzam się z większością argumentów. Takich zachowań nic nie tłumaczy – obecnie liczy się tylko zysk i efekt.

  19. ~Ela pisze:

    Ciekawe podejście do sprawy. Miło czytać porządne wpisy. Przy okazji polecam http://www.mazureczek.pl/

  20. ~andrew pisze:

    To czyste chamstwo po prostu zachowywać się tak na boisku. Nie rozumiem, dlaczego niektórych jakby kultura nie obowiazuje… Zapraszam na swoją stronę http://www.sigarden.com.pl

    1. ~Paweł pisze:

      Jak dla mnie Northug jest jednym z lepszych zawodników, jeśli chodzi o biego na nartach. Wiadomo to sport, który jest bardzo wyczerpujący i jeśli kogoś miałbym określić, że ma nogi jak z waty to dla mnie byliby to polacy, a przede wszystkim Guzik, ponieważ nie umie trzymać tempa i bardzo się szarpie, dzięki czemu traci coraz bardziej siły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook