Niesportowi sportowcy: Tonya Harding

„Infamia, jest jak guma do żucia: przykleja się do wszystkiego, czego dotknie

John Maxwell Coetzee

Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nikogo nie znosił bez żadnego konkretnego powodu. Ten, który nie popatrzył raz chociaż w jakąś twarz i nie pomyślał, że nie chce jej nigdy więcej widzieć.

Bo mi się to zdarza. Zbyt często, co zapewne dowodzi okazjonalnej podłości mojego charakteru. Od pierwszego wejrzenia nie znoszę choćby Simona Ammanna czy Rafaela Nadala i zawsze oglądając ich występy, życzę im wszystkiego najgorszego.

Są jednak takie osoby, tacy sportowcy, którzy wzbudzają niechęć nie tyle niedorzeczną co całkowicie racjonalną. To co robią, to co sobą prezentują, jest zaprzeczeniem wszystkiego co definiuje rywalizację sportową. I właśnie o takich sportowcach chciałabym wam opowiedzieć, a rozpocznę od zawodniczki, która w swojej karierze i życiu zrobiła tak wiele odrażających, niekiedy kretyńskich, czasem żałośnie śmiesznych, ale też nonsensownych rzeczy, że w encyklopedii pod hasłem „infamia” znajdować powinno się jej zdjęcie.

Dziecko z lodu

12 listopada 1970 w Portland, w stanie Oregon, przyszła na świat córka LaVony Fay Golden oraz jej piątego męża, Ala Hardinga – Tonya Maxine. Dom, w którym się wychowała, trudno nazwać sielankowym – jej przyrodni brat został potrącony i w efekcie zabity przez samochód, ojciec zmagał się z problemami zdrowotnymi, które utrudniały mu pracę, z kolei matka nie uznawała znęcania się fizycznego nad dzieckiem za rzecz odrażającą.

I choć zapewne tym niestabilnym i borykającym się z problemami finansowymi domem, można tłumaczyć fakt, iż z Tonii wyrosła najbardziej znienawidzona łyżwiarka figurowa świata i przy okazji patologiczny kłamca (domysły) i alkoholiczka (fakty), to jednak jej historia jest czymś więcej niż po prostu opowieścią o trudnym życiu, trudnej dziewczyny.

Jej przygoda z łyżwami rozpoczęła się podczas wycieczki do galerii handlowej Loyd Centre, znanej z wewnętrznego lodowiska. To tam, trzyletnia Tonya po raz pierwszy zobaczyła jeżdżące na łyżwach dzieci i zachwycona obracającymi się jak bączki osobami, zapragnęła robić to samo. Słusznie – okazało się bowiem, że drzemie w niej naturalny, wielki talent.

Niezwykłe możliwości młodziutkiej łyżwiarki zwróciły uwagę Diane Rawlison, swoimi czasy świetnej łyżwiarki rewiowej oraz młodej trenerki. To właśnie pod jej skrzydłami Tonya z sukcesami rozpoczęła rywalizację, wygrywając pierwszy konkurs już jako pięciolatka.

Rozwijała się nieprawdopodobnie szybko – w trzy lata po zwycięstwie numer jeden w karierze, wykonała swój pierwszy potrójny skok. Te ogromne postępy zadecydowały, iż w wieku dwunastu lat rozpoczęła naukę łyżwiarskiego Świętego Graala – potrójnego axla. Naukę, co warto powiedzieć już teraz, zakończoną sukcesem w 1991 roku.

Nastoletnia Tonya znacznie różniła się od swoich rywalek. Atletycznie zbudowana, szybka i silna, przewyższała swoje koleżanki technicznie. Co dość oczywiste, biorąc pod uwagę młody wiek, jej programy zostały zdominowane przez technikę, a walory artystyczne odgrywały rolę wypełniacza między skokami. To szybkie zdeterminowanie stylu jazdy sprawiło, iż Harding właściwie nigdy nie uwolniła się z kajdanek atletyki i siłowej jazdy.

Królowa lodowiska

Pod koniec lat 80 i na początku 90 w życiu łyżwiarki zaszły bardzo poważne zmiany. Początek seniorskiej kariery i pierwsze znaczące sukcesy sprawiły, że o Tonii zrobiło się głośno. Gdy w 1989 roku zdobyła swój pierwszy medal na Mistrzostwach Stanów Zjednoczonych oraz zwyciężyła w Skate America, stała się naturalną kandydatką do triumfu w mistrzostwach kraju. Impreza ta okazała się być jednak pierwszą z dotkliwych porażek. Choć po programie krótkim zajmowała drugie miejsce, to astma pogłębiona przez przeziębienie spowodowały, iż kompletnie zawaliła program dowolny i w efekcie zajęła dopiero siódme miejsce.

Zmiany zaszły także w jej życiu prywatnym. Na początku 1990 roku wyszła za mąż za Jeffa Gillooly’a. Mężczyzna, jak można by sądzić po wielokrotnych zgłoszeniach przemocy domowej, wpisywał się doskonale w dysfunkcyjny charakter jej domu rodzinnego. W każdym razie tak twierdziła Harding, kiedy to w 1994 zdecydowała się na rozwód. Problem w tym, że kilka lat później zaprzeczyła swoim słowom i przyzna, że Gillooly nigdy nie znęcał się nad nią fizycznie. I w scenariusz ten zdecydowanie łatwiej uwierzyć, biorąc pod uwagę, iż nigdy nie zauważono żadnych śladów na jej ciele, sugerujących stosowanie przemocy, a kilka miesięcy po podpisaniu dokumentów rozwodowych, Jeff i Tonya ponownie zamieszkali razem.

Do prawdziwego przełomu w karierze Tonii doszło w 1991 roku kiedy to zwyciężyła w wielkim stylu w Mistrzostwach Stanów Zjednoczonych. Podczas rywalizacji nie tylko wykonała swój pierwszy potrójny axel, ale też osiągnęła notę marzeń za komponenty techniczne – wszyscy sędziowie ocenili ją na okrągłe 6.0. Wyczynem tym wyryła swoje nazwisko na kartach światowego łyżwiarstwa figurowego – była pierwszą tak wybitną technicznie przedstawicielką swojej płci.

Niestety dla Harding, rok 1991 był pierwszym i ostatnim takim rokiem w jej karierze – mistrzostwo kraju, srebrny medal na Mistrzostwach Świata oraz niezwykłe kombinacje skoków w Skate America skończyły się tak szybko jak się zaczęły.

Na cienkim lodzie

Kolejny sezon z najważniejsza imprezą w życiu Tonii Harding – Igrzyskami Olimpijskimi w Albertville, miał być kontynuacja świetnych wyników. Nie był. Realną szansę na olimpijski medal, rozpuściła przez idiotyczną decyzję dotyczącą terminu przylotu do Francji. Zignorowanie różnicy czasu, a co za tym idzie niemożliwy do przezwyciężenia jet lag sprawiły, iż z Albertville Tonya wracała z pustymi rękoma i goryczą kolejnej po MŚ porażki z Kristi Yamaguchi oraz jej Nemezis – Nancy Kerrigan.

Brak sukcesów po 1991 roku i coraz większa dezorganizacja życia i kariery sprawiła, że w kolejnym sezonie starów, Harding zaczęła zaliczać coraz więcej wpadek i coraz dotkliwsze porażki. W rywalizacji o mistrzostwo kraju musiała przerywać swój program krótki, gdyż rozpięła się jej sukienka, a podczas Skate America prosiła o powtórzenie programu, z powodu poluzowania się ostrza łyżwy. Gdy i to nie pomogło, swoją złą dyspozycję tłumaczyła torbielą jajnika. W tym samym roku nie wystartowała także w regionalnych eliminacjach do kolejnych Mistrzostw Stanów Zjednoczonych, ponieważ organizatorzy imprezy otrzymali serię listów z groźbą ataku na łyżwiarkę i zdecydowali się skrócić jej drogę do tej imprezy. Imprezy, która wywróci jej życie do góry nogami.

Zanim jednak Tonya wystąpiła w Detroit, gdzie odbyły się mistrzostwa, nieco obniżyła loty. Słabsze miejsca w mało znaczących imprezach sprawiły, iż coraz gorzej radziła sobie z presją wyniku, coraz trudniej znosiła porównania do ślicznej i utalentowanej Nancy Kerrigan oraz coraz bardziej chciała odegrać się na swojej rywalce – tak w każdym razie twierdzi jej były mąż i pomysłodawca „genialnego” sposobu rozwiązania problemu Kerrigan.

6 stycznia 1994 roku, w wieczór przed mistrzostwami kraju, Nancy Kerrigan spędziła wieczór trenując. Kiedy zeszła z lodu została napadnięta przez Shane’a Stanta – wynajętego przez Jeffa Gillooly’a i ochroniarza Harding, Shawna Eckhardta. Mężczyzna miał za zadanie uszkodzić nogi łyżwiarki tak, aby ta nie wzięła udziału w mistrzostwach i w efekcie nie dopuścić do jej udziału na Igrzyskach Olimpijskich w Lillehammer.

To też zrobił, uderzając Nancy pałką teleskopową powyżej kolana.

Ponieważ zarówno on jak i jego pracodawcy nie okazali się dość przebiegli, aby zaplanować zbrodnię idealną, policja była w stanie zidentyfikować nie tylko sprawcę, ale także motywy i zleceniodawców już dwa dni później – zaraz po tym jak Tonya Harding, nie mając właściwie żadnej silnej rywalki, zdobyła mistrzostwo kraju.

Na początku lutego zatrzymany przez FBI Gillooly, zdecydował się na układ: mniejsza kara w zamian za zeznanie, iż w planowaniu ataku brała udział jego była małżonka.

Harding, nie mając innego wyjścia, zdecydowała się przyznać do współudziału, za co została skazana na 3 lata więzienia w zawieszeniu, 500 godzin prac społecznych oraz 160 tysięcy dolarów grzywny. Co więcej, została zmuszona do wycofania się z Mistrzostw Świata, a kilka miesięcy później USFSA – amerykański związek łyżwiarski – zdecydował się odebrać Harding złoty medal zdobyty kosztem zdrowia Kerrigan.

Bogowie losu i sprawiedliwości czuwali jednak nad Nancy. Uderzenie pałką okazało się być mniej groźne niż planowali sprawcy i zawodniczka wróciła do pełnej sprawności w kilka tygodni. Pozwoliło jej to wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich, gdzie po raz pierwszy od incydentu, skonfrontowała się z Tonyą. I z tej konfrontacji wyszła zwycięsko – Kerrigan wróciła z Norwegii ze srebrnym medalem, Harding natomiast z ósmym miejscem i dziesiątkami godzin materiału filmowego nakręconego przez ponad 400 dziennikarzy, którzy zamienili Igrzyska w tabloidowy cyrk.

Dryfująca kra

Myliłby się ten, który podejrzewa, iż życie w świetle jupiterów zakończyło się dla Harding wraz z ujawnieniem prawdy na temat ataku na Kerrigan. Po tym jak Tonya została pozbawiona szans na rywalizację sportową, a w świecie łyżwiarskich rewii stała się persona non grata, zdecydowała się na kompletne przebranżowienie. Jeszcze w 1994 roku wystąpiła jako menadżer drużyny wrestlingowej Los Gringos Locos na imprezie organizowanej przez AAA. Rok później z kolei wymyśliła sobie karierę muzyczną, która zakończyła się wraz z wygwizdaniem jej zespołu podczas występu.

Choć szum wokół sprawy Kerrigan powoli cichł, Tonya nie dawała o sobie zapomnieć. Co kilka miesięcy media donosiły o kolejnych skandalach z jej udziałem, a policja właściwie nie znikała z jej życia. Biedna i pokrzywdzona przez los Harding co nuż donosiła o kolejnych dramatach jakich była udziałem – a to miała być śledzona przez Gillooly’ego, a to rzekomo została porwana przez obrośniętego mężczyznę i zmuszona do jazdy na obrzeża miasta, gdzie w przerażeniu zaparkowała samochód na drzewie, na co policja nie znalazła żadnych dowodów . Co jednak szczególnie ciekawe, do wydarzenia miało jakoby dojść w tym samym czasie, kiedy to media interesowały się początkiem łyżwiarskich mistrzostw kraju w 1997 roku.

W kolejnych latach Tonya pogrążała się jeszcze bardziej – wypadek samochodowy, skazanie za przemoc domową, kolejny wypadek samochodowy, tym razem pod wpływem alkoholu i kolejne absurdalne zgłoszenia napaści na nią, które okazało się być fałszywe, sprawiły, że właściwie nikt już nie brał na poważnie jej doniesień.

Do sportu Harding wróciła w 2002, kiedy to wystąpiła w bokserskim show Celebrity Boxing, emitowanym przez FOX TV. Rok później zdecydowała się na start zawodowy, który przegrała w czwartej rundzie.

I tym razem nie odbyło się bez kolejnych kontrowersji – w 2004 roku odwołała walkę przeciw Tracy Carlton, z powodu rzekomych listów z pogróżkami, z kolei po pojedynku z Amy Johnoson, podczas którego została wybuczana przez publiczność, postanowiła oprotestować wynik.

Karierę bokserki zakończyła szybko, twierdząc iż na jej kontynuację nie pozwala astma. Cóż, wszyscy wiemy, że przy odpowiednim trybie życia i z astmą da się być sportowcem wybitnym. Harding z wynikiem 3-3-0 postanowiła jednak oddać się innym przyjemnościom – przede wszystkim alkoholowi i papierosom.

Mimo, iż Harding w swojej karierze nie zrobiła niczego tak jak powinna – poza potrójnym axlem – próżno w niej szukać refleksji nad sobą:

Ludzie naprawdę mnie lubią, chcą moich autografów, widzieć mnie, oglądać moje zdjęcia. Patrzą na mnie jak na normalną osobę, która przeżyła okropne rzeczy” – pisze na swojej oficjalnej stronie internetowej – „Życie to rollercoaster, ma swoje dna i szczyty i nie ważne co robisz, nie możesz się poddawać”.

Pomiędzy łzawymi kawałkami o jej wspaniałości, zamieszonymi na stronie, nie znalazło się wiele miejsca dla Nancy Kerrigan. Sprawa ta została podsumowana w trzech zdaniach. Trudno się temu dziwić, w końcu po kilku latach Harding wyznała z bólem, że tak naprawdę ataku na Nancy nie planowała, a została wrobione przez Gillooly’a.

Wiadome.

84 przemyślenia na temat “Niesportowi sportowcy: Tonya Harding”

  1. ~ekhem pisze:

    wszyscy bronią Ammanna, to i ja obronię Rafaela Nadala. jeden z najbardziej fair tenisistów w tourze. może i grający za dużo zza linii końcowej (w dzisiejszych czasach jeśli tak nie grasz, to nie masz szans osiągać ćwierćfinałów, nawet Murray ze swojej gry usunął bieganie do siatki i od razu zaczął wygrywać szlemy), ale ma na swoim koncie masę naprawdę niesamowitych, ładnych zagrań, piłek wygrywających, których nie miał prawa nawet odebrać. wszyscy go traktują jak tego przebijacza z 2005-2007 roku, a od tego czasu on się ogromnie rozwinął. nie rozumiem jak ludzie mogą oceniać tego człowieka „bo nie podoba mi się twarz, styl, czy cokolwiek”. chłop jest najbardziej lubianym zawodnikiem wśród tenisistów, wielu chwali go za waleczność, sportowe zachowanie, które dzisiaj już nawet w tenisie ustępuje arogancji. nie rozumiem jak można życzyć komuś jak najgorzej nie znając dokładnie tej osoby. jestem w stanie jakoś pojąć, że ktoś się komuś w pierwszej chwili nie podoba, ale to nikogo nie zobowiązuje do „hejtu”. lepiej daną osobę poznać, a potem wyrabiać sobie o niej zdanie.

    1. ~ekhem pisze:

      a, dobra. przeglądam teraz ten blog i widzę, że o tenisie pojęcie masz. zakładam, że mamy tutaj kolejny przypadek kibica Djokovica. w takim razie niepotrzebnie się produkowałem. życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga :]

    2. ~ulu pisze:

      a przetaczanie krwi u nadala przez slawnego doktora fuentesa? pliz… bronisz go bo jest przystojny, ale to dziecinne

  2. ~erten pisze:

    Ma semickie rysy…

  3. ~Piotr pisze:

    Więcej o łyżwiarstwie na stronie http://www.piast.opole.pl

  4. ~Piotr pisze:

    „160 tyś dolarów grzywny.”
    Od kiedy to w języku polskim jest słowo TYŚĘCY ???

  5. ~Aska pisze:

    nigdy nie czytalam niczego napisanego tak fatalnym stylem z tyloma bledami! Droga autorko, sprawdz, co oznacza Nemezis!!!

    1. ~Wiktor pisze:

      A tak przy okazji, jeśli już tu piszę: Autorka dobrze wymieniła Nemezis w tym kontekście. Od razu pojąłem, że chodzi jej o gwiazdę, mityczną gwiazdę, która ponoć tworzy z Słońcem układ podwójny, i która ma niszczycielski wpływ na nasz układ planetarny, co podobno ma związek z cyklicznym wymieraniem na Ziemi i destabilizacją układu planetarnego. Ale to tylko nie sprawdzona hipoteza, coś jak science fiction.
      Nie mogłem nie napisać będąc miłośnikiem astronomii.
      Droga Asiu. A że u autorki tu i ówdzie są błędy? Wszyscy robimy jakieś błędy… mhmm… że tak powiem – u Ciebie też można znaleźć, gdyby ktoś chciał. Ale nie przywiązywałbym do tego wagi. Grunt, że odrobiła lekcje, bo jej artykuł jest całkiem całkiem..:)

      1. ~Tomasz pisze:

        „Niesprawdzona” pisze się razem.
        Pozdrawiam

    2. ~Karolina pisze:

      Absolutnie się z tym zgadzam! Artykuł dość ciekawy, ze względu na interesujący temat, ale styl woła o pomstę do nieba! Jako absolwentka filologii polskiej cierpię kiedy czytam taki tekst!

  6. ~elipsa pisze:

    Tak jak zakochujemy się od pierwszego wejrzenia tak nie znosimy kogoś od pierwszej chwili. Kto twierdzi inaczej mało wie o relacjach wzajemnych.
    Tytuł najbardziej znienawidzonej łyżwiarki świata zdobyła i zatrzyma na wieki wieków Katharina Witt Wiemy czemu jej się należy to wyróżnienie, ujawnione fakty definitywnie zakończyły jej karierę międzynarodową, pozostawiły niesmak, przekreśliły dokonania całego życia.
    Dlatego artykuł o Tonya traktuję jako falstart i brak rozeznania autorki w tym temacie.
    Osobiście po poznaniu prawdy o Witt czułem się zdruzgotany to dla niej oglądało się jazdę figurową Z czasem pamięta się jednak same dobre rzeczy dlatego dalej lubię oglądać archiwalną Katharinę

    1. ~Kasia pisze:

      O co konkretnie chodzi?

  7. ~maja pisze:

    to są czyste żarty ha

  8. ~jann pisze:

    To jakieś żarty…:(
    Tonya Harding była zwykła szmatą (według posłanki Pawłowicz, to nie jest słowo obraźliwe).
    Najbardziej znienawidzoną łyżwiarką świata była zaś Katharina Witt…

    1. ~kaes pisze:

      Dlaczego???

    2. ~xxx pisze:

      Kat była cudowna i najlepsza lyzwiarka swiata, a do tego piekna kobieta

  9. ~Marcin pisze:

    Tonya Harding, niczym szczególnym się nie wyróżnia; i nie chodzi mi o kwestie sportowe [to mnie nie interesuje] ile o sprawki ludzkie.
    Zawiść, problemy osobiste, niespełnione plany, huśtawki nastrojów. Pod tym względem większość z nas miała/ma z jednym lub ze wszystkimi na raz styczność.

    Ocena kogokolwiek, a zwłaszcza procesów historycznych, poprzez zastosowanie równania: ‚zrobiła’ A ‚potem’ B i ‚wyszło’ C. Trąci o aberrację.

    Odwrócę sytuację:
    Czas już temu, miałem okazję zapoznać się z dobrze napisaną dysertacją pewnego człeka, wykładowcy uniwersyteckiego.
    Do czasu spotkania autorskiego, byłem zachwycony jego wywodami, po spotkaniu, niesmak pozostał przez długi jeszcze czas.

  10. ~Ania pisze:

    To co zrobiła ta łyżwiarka dla Nancy Kerrigan przechodzi wszelkie ludzkie pojęcie. Znam tę historię od czasów, kiedy się wydarzyła. Dla mnie ta pani nie zasługuje na miano sportsmenki, choć niewątpliwie jest utalentowana. W jej wypadku szkoda, że nie tylko w sporcie…

  11. ~Wiktor pisze:

    No to rzucam kamieniem. Mnie nie zdarzylo się, abym kogoś nie lubił za sam wygląd, a już tym bardziej takich ludzi jak S. Amman. Nie rozumiem jak można kogoś nie lubić, bo się cieszy nie tak jak Ty byś chciała. A co… po zwycięstwie ma zachować stoicką twarz? Niech się cieszy jak chce, byle żeby nie obrażał innych. W swym kręgu jest on lubiany.

    1. kaja.g pisze:

      Ależ nie zrozumiałeś mojego komentarza. Wyraźnie napisałam, że moja niechęć jest nieuzasadniona i tym właśnie sobie ją racjonalizuję. A to czy ktoś lubi osoby radosne, albo też i nie – już jest kwestią zwykłego podejścia.

      1. ~Wiktor pisze:

        Dobrze Cię zrozumiałem. Właśnie nie rozumiem „nieuzasadnionej niechęci”. No nie wiem… Tak już mam, że każdy ma na początku u mnie „kredyt zaufania”..:)

        1. kaja.g pisze:

          Nie umiem tej niechęci wyjaśnić, ale ją czuję – nie zmieni tego żadne słowa pochwały i epopeje na jego temat – bo ja nie zaprzeczam wielkości sportowca, po prostu nie lubię.

        2. ~marcin pisze:

          pozwole sobie wytlumaczyc podejscie autorki z mojego punkti widzenia za pomoca cytatu „umysl klamie, ciało nigdy”. niektorzy nazywaja to intuicja ale w sumie to nic innego jak uwazne sluchanie wszytkich sygnalów jakie przesylan nam cialo. Naprawde myslisz ze Twoj organizm komunikuje sie z Toba tylko poprzez oczy i pozniejsza interpretacje tego przez mozg? Pozatym co najwazniejsze niechec autorki jest jej niechecia i absolutnie nie wyklucza to tego ze Ty masz odmienne zdanie:)

          1. ~Wiktor pisze:

            Być może jestem w jakiś sposób ograniczony, gdyż nie wiem co to „umysl klamie…itd.”, intuicja itd. Wiem tylko, że każdy zaczyna u mnie, że go lubię. Oczywiście nie nakłaniam, żeby autorka się zmieniła, inaczej postępowała, bo może to ona ma rację. A że mamy odmienne zdania? Cóż byłby za świat, gdybyśmy mieli wszyscy jedno zdanie. Pozdr.

        3. ~marcin pisze:

          masz całe mnóstwo mechanizmów obronnych ktore zniekształcają informacje. Wydaje mi sie że najważniejsze to zrozumiec ze swiat obserwujesz umysłem a nie zmysłami. Ostatecznie to własnie umysł interpretuje sygnały z zewnatrz. Jednym z mechanizmów o ktorym również wspomniała autorka to „racjonaliznacja” bardzo powszechny mechanizm.

          wiki:Racjonalizacja (od łac. ratio, rozum) – w psychologii jeden z mechanizmów obronnych – pozornie racjonalne uzasadnianie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością. (jak bedzie chcial doczytac to jest tego sporo w necie)

          Cały Twoj organizm jest wyposażony proprioreceptory. One przesyłaja informacje o tym co sie dzieje z Twoim ciałem. A na bodzce zewnetrzne reagujesz calym ciałem. To Ze nie mamy w prawy w odczytywanieu tych sygnałów jeszcze nie oznacza ze ich nie ma. Mozna powiedziec ze intuicja to taka szybka wersja podejmowania decyzji. Gdzie nie potrzebujesz miec zadnych argumentów poza zaufaniem do samego siebie.

          przepraszam autorke bo troche nie na temat ale ego chcialo troche slodyczy

          Pozdrawiam serdecznie

  12. ~Wakuola pisze:

    Torbiel – rodzaj żeński, a więc tłumaczyła się „torbielą jajnika”.

    1. kaja.g pisze:

      Dziękuję za zwrócenie uwagi. Już poprawiam!

  13. ~Radeba pisze:

    Wyszminkowani i wytapirowani chlopcy skacza niby do podkladu muzycznego. Sport?
    http://radeba.manifo.com/

  14. ~anna pisze:

    a słowo „rollercoaster” to już nie można przetłumaczyć?

  15. ~Magda pisze:

    Dzięki Katharinie Witt straciłam całe serce do łyżwiarstwa…… wszyscy skakali, Witt pląsała i tak zawsze zwyciężyła…..nie ma bardziej chyba niesprawiedliwego sportu na świecie!

    1. kaja.g pisze:

      Fakt – choć po ostatnich reformach jakoś to wygląda. Szkoda tylko, że brakuje takich osobowości jak w latach 90

    2. ~Kasia pisze:

      Absolutnie się z tym nie zgadzam! W czasach gdy jeździła 95% pań wykonywała TYLKo 3 potrójne skoki – toe loopa, salchowa i rittbergera, który często był nieudany – patrz Debbie Thomas ZIOL 1988, , jednostki skakały flipy a lutza TYLKO Midori Ito i w sezonie 1988 Elizabeth Manley. Owszem, panie próbowały już kombinacji skokow potrójnych, ale znow oprocz Ito niezbyt często udane – znów ZIOL 1988 i Debbie Thomas.

      Katarina ZAWSZE w programie miała 2 potrójne salchowy, w tym jeden w sekwencji, z 2akslem lub 2 flipem, dwa potrójne toe loopy, w tym jeden w kombinacji z podówjnym, zawsze miała 2 aksle podwójne, miała ritbergera, czasem podójnego, czasem potrójnego. W początkach kariery skakała 3flipa.
      To się tak przyjeło, że ona tylko urokiem wygrywała, wcale tak nie było, skakała to co inne panie i do tego była lepsza w tzw. „wyrazie artystycznym”.
      Dziś wygrywająlaski, które skaczą festiwal podwójnych (Lepistoe) albo osławiona Kostner, która wywala się i wygrywa.

  16. ~Kasia pisze:

    Zapraszam na polskie forum o łyżwiarstwie
    http://www.lyzwyfigurowe.czo.pl/

  17. ~Kasia pisze:

    Tonya nie jest pierwszą łyżwiarką wykonującą potrójnego aksla. Pierwsza kobieta, która tego dokonała to Midori Ito – skoczyła ten skok w 1989 roku, czyli dwa lata wczesniej niż Harding.

    1. kaja.g pisze:

      Masz rację – zweryfikowałam informacje o tym z innymi źródłami. Przepraszam, za wprowadzenie w błąd.
      Mimo wszystko jednak, z tego co się orientuję na pewno jako pierwsza wylądowała go w programie krótkim, jako pierwsza skoczyła w kombinacji z podwójnym toe loopem.

      1. ~Kasia pisze:

        Tak, to prawda.
        Ito jednak byla pierwsza i lepsza, skoczyła 18 potrójnych aksli w karierze, natomiast Tonya tylko kilka – lub aż kilka ;-) .
        Moim zdaniem Tonya „wyszła” z domu ze skrzywioną psychiką i wszystko co potem się z nią działo to konsekwencja tego co przeżyła jako dziecko. Do tego przysadzista, muskularna, nienajpiękniejsza – nie pasowała do wizerunku lodowej ksieżniczki. Gdyby była wysoka, smukła i choćby ładna byłaby kochana, spełniałaby wszystkie warunki „americane dream”. A tak nie było. Nie była słodką pieknością. Więc nie byla jakoś specjalnie uwielbiana. Przez to czuła się pewnie gorsza, miała kompleks niższości, zwłaszcza wobec Nancy, którą wielbiono, kochano, umieszczano w rankingach typu „50 najpiękniejszych kobiet świata”.
        No i skrzywiona psychika, zazdrość, świadomość marnowanego talentu zrobiły z Nancy to co zrobiły. Smutne.

        1. ~Kasia pisze:

          Zrobiły z Tonyi nie z Nancy, przepraszam, piszę na szybko z pracy :-D

        2. ~BT pisze:

          Nawet osoba o najbardziej poukładanej psychice załamałaby się przez te wszystkie kłody pod nogi rzucane przez amerykańską federację łyżwiarską. Harding nie spełniała wizerunku idealnej łyżwiarki figurowej, dlatego na każdym kroku dyskryminowano ją kosztem Kerrigan (trochę podobna sytuacja jak układ Lysacek-Weir kilkanaście lat później).

          Tonya była po prostu złośliwą suką (w pozyty wnym i negatywnym znaczeniu tego słowa). Podejrzewam, że z racji różnic charakteru po prostu nie znosiła mdłej Kerrigan. Niczego nie musiała jej zazdrościć. Nancy wcale nie była ładniejsza (ta zuchwa) bądź bardziej utalentowana od niej.

          1. ~Kasia pisze:

            Bykla ładniejsza, była – Nancy znaczy się. Nancy była ta śliczną i dobrą, Tonya – tą złą. Zazdrościć niczego nie musiała, ale zazdrościła. uwielbienia kibiców.
            Poza tym zazdrosćiła jej całej tej otoczki, popracia związku łyżwiarskiego.
            poza tym Tonya miała świadomość, że marnotrawi swój talent. Kiepskie wyniki byly tylko tego potwierdzeniem.
            Ale zamiast trenować, wolała obwiniać Nancy.

  18. ~BT pisze:

    Kerrigan nie zakończyła kariery z powodu Harding.
    Po zdobyciu drugiego medalu IO była jak na łyżwiarkę w wieku emerytalnym (25 l.). Chciała po prostu zarobić na łyżwiarstwie rewiowym i reklamach.

    Myślę, że problemy Harding to konsekwencj poczucia niższości. Większość amerykańskich łyżwiarzy to dzieci z zamożnych domów, zazwyczaj przynajmniej upper middle class. Łyżwiarstwo nie jest sportem demokratycznym, i federacje dość arbitralnie wybierają w kogo inwestować, a kogo ostawić na boczny tor.
    Tonya była z przeciętnej, rozbitej rodziny, do tego miała wiele problemów z matką.

    Zrobiła co zrobiła, ale nie powinno się zapominać że w kateoriach technicznych była zdecydowanie lepsza of Kerrigan. Mogła spokojnie z nią wygrać, gdyby zamiast afer odpowiednio przykładała się do trenowania.

    1. kaja.g pisze:

      Taką teorię na temat końca kariery słyszałam. Bardzo możliwe, że jest ona błędna – dzięki za informację.

      Co do reszty – zapewne masz rację i w pełni zgadzam się z oceną końcową: techniczne Harding była wybitna, marnowała to jednak regularnie.

    2. ~Kasia pisze:

      Tak, Nancy nie odeszła z powodu Tonyi. Już po Albertwille, gdzie zdobyła brązowy medal zapowiadała, że do Lillehammer jedzie po złoto i koniec kariery, miała za sobą długą karierę, przegrywała z wieloma dziewczynami, powoli pięła się na szczyt -dopiero pod koniec lat 80tych wskoczyła do czołowej piątki w USA. Potem przegrywała z Jill Trenery, potem rywalizowała z Kristi i Tonyą o miejsce w reprezentacji i bycie nr 1 w Ameryce. nigdy nie byłą mistrzynią świata, tylko raz była mistrzynią USA. jak na tamte czasy była „emerytką”.
      niemniej atak na pewno zostawił ślady w jej psychice.

      1. ~BT pisze:

        Uderzenie prętem w kolano zapewne nie było przjemne, ale zupelnie nic nie zmieniło w sytuacji Nancy. Postrzeganie jej w kategoriach ofiary też nie jest do końca uzasadnione biorąc pod uwagę, że:

        - Była największą chyba beneficjentką tego, że igrzyska wyjątkowo w historii odbyły się w odstępie dwóch lat.
        Gdyby nie to zdobyłaby góra jeden medal olimpijski.
        - Amerykańska federacja stwarzała jej cieplarniane warunki pracy i nieprawdopodobną promocję (przy okazji mocno dyskryminując Harding)
        - W Lillehamer była już zupełnie zdrowa
        - Nawet bez incdentu z Harding nie miałaby jakichkolwiek szans wygrać z Oksaną Baiul.
        - Gdyby nie skandal z 1994 roku świat szybko by o niej zapomniał. Nie była łyżwiarską ikoną na miarę Kwan, Lipinski, Cohen, czy nawet Yamaguchi i Hughes.
        - Cały ten skandal mocno ją wypromował i pozwolił nieźle zarobić na kontrakcie z DIsneyem, reklamówkach i kilku późniejszych wstępach TV.

        Suma sumarum Kerrigan nic nie straciła.

        1. kaja.g pisze:

          Mam wrażenie, że nie doceniasz prozy strachu, szoku i przerażenia. Mówienie, iż nic nie straciła, tylko dlatego, że nie straciła zdrowia jest niesprawiedliwe i nieprawdziwe.

        2. ~Kasia pisze:

          No nie, nie przesadzaj. owszem, w ogólnym rozrachunku sporo zyskała, ale sporo straciła.
          Poza tym nie zgodzę się, że i tak przegrałaby z Bajul. Mnie dziwi, że przegrała, bo miała lepszy program z o wiele lepszymi skokami.
          Short program na pewno miała lepszy Bajul, w sensie artystycznym. Ale Nancy miała lepsza i trudniejszą kombinację w nim. I prowadziła, w sumie zasłuzenie.
          natomiast dowolny Bajul to porażka. Kicanie w piórkach wmajtkowym różu. I słabej jakości skoki, plus na koniec wymuszona kombinacja, też nie pierwszej jakości.
          Natomiast Nancy miała świetnąkombinację potrójnych toe loopów, miała dobrego lutza i inne skoki, tylko flipa skoczyła podwójnego. I nawet nie o oto chodzi, że ją lubię a Bajul nie – tak nie jest. Ja nie kupiłam tego landrynkowego wizerunku Nancy.
          Tu po prostu była wojna księzniczki Nancy, tej biednej i pobitej z biedną sierotką (dosłownie)ze Wschodu, która jeszcze kontuzję miała w przeddzień zawodów. I wygrał wizerunek sierotki.
          Szczerze – nie lubię zbytnio mistrzyń olimpijskich, które nie były nawet mistrzyniami świata.

          1. ~BT pisze:

            Szczerze – nie lubię zbytnio mistrzyń olimpijskich, które nie były nawet mistrzyniami świata

            Na przestrzeni ostatnich 40lat jedynie Sarah Hughes spełnia to kryterium.

          2. ~Kasia pisze:

            Mylisz się BT
            Nancy też nie była :-P

          3. ~BT pisze:

            Przecież Nancy nie była mistrzynią olimpijską tylko wicemistrzynią.

            Poza Hughes nie było w historii mnistrzyni olimpijskiej bez tytułu mistrzyni świata.

          4. ~Kasia pisze:

            No i dlatego nie lubię Hughes i nie cieszyłabym się, gdyby Nancy wygrała z Oksaną, choć tak naprwdę Oksana powinna przegrać.

  19. ~Masa pisze:

    Fajny artykuł – gratki. Ale chciałbym się dowiedzieć, czy Twoja niechęć do Ammana i Nadala rzeczywiście jest nieuzasadniona, czy też znalazłabyś jakieś powody które za tym się kryją?

    Pzdr
    MR

    1. kaja.g pisze:

      Jeśli chodzi o Ammanna to racjonalizuje sobie to jego infantylnym zachowaniem, dziecięcymi radościami i okrzykami, entuzjazmem jak 5 latek i pozowaniem na takowe. Nadala być może po prostu nie lubię za styl :)

      1. ~Paweł pisze:

        Nie rozumiem dlaczego nie lubisz Ammana według mnie i moich wszystkich znajomych jest to wspaniały człowiek, jest śmieszny radosny i bardzo sympatyczny. Wystarczy przypomnieć sobie jak się zachował jak Małysz kończył karierę. To jest naprawdę super człowiek jego pozytywna energia to coś wspaniałego, mało kto emanuje taką pozytywnością. Więc moje pytanie brzmi dlaczego tak uważasz i jak możesz go nie lubić co Ci zrobił? Do Nadala to się nawet i zgodzę ale Ammana przęłkonąc nie mogę może denerwują Cie ludzie którzy są bardzo pozytywni w każdym razie masz dziewczyno problem i to wielki.

      2. ~goha pisze:

        A ja ciebie nie lubię – bez szczególnych przyczyn, przecież cię nie znam. Tak jak ty nie lubisz Ammana, a tez go nie znasz. Chore te twoje wywody – facet się cieszy po udanym skoku i dlatego jest beee? Przecież głupiej i bardziej infantylnie zachowuje się Stoch, Jego lubisz, bo Polak??? Dziwna jesteś a ten twój blog …. taki sobie. Pozdrawiam.

  20. ~KasiaK pisze:

    powinna do Polski przyjechać, tu się kocha taki buhaterów, któremu zły świat ciągle kłody rzuca pod nogi

    dziwi mnie tylko, że związek łyżwiarstwa po udowodnieniu jej „akcji” przeciw innej łyżwiarce nie cofnęła jej licencji/zabroniła dożywotnio uprawiać łyżwiarstwa..

    1. kaja.g pisze:

      Chyba to formalnie nie jest możliwe, ale generalnie nikt jej nigdzie nie zaprasza :D

    2. ~Kasia pisze:

      Najpierw zabrano Tonyi kwalifikację olimpijską, tzn. amerykański związek łyżwiarski ją zabrał, ale odwołała się od tego – wtedy nie było jeszcze dowodu, ze wiedziała o zamachu na Nancy. W przypadku, gdyby wygrała sprawę i nie skazano by jej za zamach związek musiałby jej wypłacić odszkodowanie, ogromne, idące w miliony dolarów. Więc pozwolono jej jechać, potem wiadomo – okazało się, że o wszystkim wiedziała i jest winna. Licencji jej nie musiano cofać, wszędzie była ‚spalona”

      1. ~BT pisze:

        Harding została chyba skazana za podżeganie do pobicia.
        Zapewne była winna, niemniej nie było bezpośrednich dowodów a jedynie poszlaki. Stąd też relatywnie niski wyrok

        1. ~BFF pisze:

          NIE JEST SPAJDERMENEM

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook