„Ni mnie zieje, ni mnie grzębi”

Kilka ostatnich tygodni opinią publiczną wstrząsnęła seria nic nie znaczących zdarzeń. Najpierw Polacy przegrali w meczu „o wszystko” z Ukrainą, a następnie zrobili to co robią zawsze – przegrali z Anglikami w miejscu, o którym nikt doprawdy nie chce już więcej słuchać.

Po tych dwóch dotkliwych, acz zasłużonych porażkach z posadą pożegnał się architekt kolejnej narodowej depresji – Waldemar Fornalik – który do historii przejdzie nie tylko jako trener kadry, za którego kadencji San Marino strzeliło Polakom historyczną, pierwszą bramkę, ale także jako jedyny Polak, który pojechał do Anglii, aby stracić pracę.

A ja patrzę na to obojętnie i bez emocji, kwestia wyboru nowego selekcjonera kadry, że zacytuję za niedawno zmarła Joanną Chmielewską, „ni mnie zieje ni mnie grzębi”. Choć pierwszy dzień bez Waldemara przywitałam jak pierwszy dzień każdego nowego roku – pełna wiary w lepsze jutro i nadziei, że przecież gorzej być nie może, po chwili uświadomiłam sobie jedno. Ależ, nic się przecież nie zmieni!

Wiara, iż lekiem na całe zło polskiej reprezentacji może być trener, to trochę wiara w magiczne właściwości rumianku. Jasne – wywar czasem coś pomoże przy bólu brzucha, rakowi nie da jednak rady. A właśnie to trawi cały nasz futbol – nowotwór braku ambicji, bylejakości, nieprofesjonalnej łataniny oraz fuszerstwa. Rak układów, układzików, postaci skompromitowanych, często z wyrokami, a najczęściej po prostu małych podłych ludzików, których interes kończy się wraz z końcem nosa. Ewentualnie wyciągniętej dłoni.

Co gorzej, zaryzykuję stwierdzenie, iż nawet prezes Boniek, w którego dobry osąd święcie wierzyłam, nie jest zdolny do refleksji nad przyszłością kadry. W wywiadach opowiada o tym, jak to selekcjoner zagraniczny nie jest Polsce do niczego niezbędny, że i u nas znaleźć można specjalistów.

Kupa prawda – aby nie brzmieć zbyt wulgarnie – nasz kraj dorodnie płodzi może ekspertów rodzimego podwórka, niezliczonych Fornalików czy Smudów, próżno szukać jednak człowieka, którego horyzont nie kończy się wraz ze zmianą kodu pocztowego. Mamy więc mistrzów tworzenia drużyn zdobywających mistrzostwa czy wicemistrzostwa kraju, nikt jednak, poza już przetestowanym Smudą, czy Kasperczakiem, który wydaje się być przeszłością tak odległą jak męczący nas do dziś 73 rok,  do nieba bram nie zapukał.

Cóż nam więc po Wdowczykach, Nawałkach i Urbanach, skoro wszyscy są futbolowymi bliźniakami nieudacznego Fornalika? Czy można w którymś z nich ujrzeć zbawcę kadry, magika, zdolnego wyciągnąć z kapelusza białego królika futbolowego powodzenia?

Odpowiedź zaczyna się na N, a kończy na IE.

Polskim piłkarzom niezbędny  jest selekcjoner zamordysta, piłkarski odpowiednik Bogdana Wenty czy Andrea Anastasiego. Tylko przy człowieku twardym, zdecydowanym oraz pewnym siebie, grupka utalentowanych sportowców ma szansę poukładać swoją grę, nauczyć się współpracować i nabrać pewności siebie. Tylko przy człowieku konsekwentnym i obdarzonym zmysłem taktycznym, kadra ma szansę wyjść z dobry chaosu oraz niepewności, okresu, w którym mianem reprezentanta może pochwalić się każdy, byleby akurat strzelił jakąś bramkę, popisał się dobrą interwencją, coś tam pokazał. Nawet Paweł Brożek, na boga!

Ale, że w Polsce specjalisty o takich przymiotach brak, a na dobrego zagranicznego szkoleniowca najpewniej prezes Boniek nie zechce wyłożyć pieniędzy, czeka nas prawdopodobnie powtarzanie tego samego schematu – przegranych z kretesem eliminacji, straconych miesięcy bez turnieju i kolejnego wyboru trenera bez talentu, bez pomysłu. I tak w koło Macieju, i tak do śmierci – aż wreszcie wszystkich nas nie będzie to „ni ziać, ni grzębić”.

I niech odtrutką na te zmarnowane tygodnie, niech pociechą przed cyrkiem codziennych wyborów przez media nowego szkoleniowca, będzie ten jakże z jednej strony absurdalny,  a z drugiej prawdziwy nagłówek z Wirtualnej Polski – kadry co prawda nikt nie zbawi, ale za to ta wiewiórka ma 4 metry i potrafi latać.

10 przemyśleń na temat “„Ni mnie zieje, ni mnie grzębi””

  1. ~blog pisze:

    czytałem z zapartym tchem

  2. ~ze strony pisze:

    ciekawie opisane

  3. ~www.ellin.pl pisze:

    Jak w burdelu nie idzie to zmienia się ku**wy a nie firanki!

    1. kaja.g pisze:

      Lepiej bym tego nie ujęła ;)

  4. ~Alba pisze:

    A „moim skromnym zdaniem” z tą kadrą, jaką mamy do dyspozycji, to nawet sam Archanioł Michał cudów żadnych by nie dokazał. Trzeba rozpędzić całe to towarzystwo, wycofać się z kolejnych eliminacji do czegoś tam – i zacząć „pracę u podstaw”, z dzieciakami. (Przypominam, że nasi 12-latkowie POKONALI swoich rówieśników z Anglii.) Kolejna zmiana trenera nic nie da, bo też i trener nic nie winien. Fornalik też budził wielkie nadzieje, a przedtem Smuda…

  5. ~czasuzlodziey.bloog.pl pisze:

    No dobra, ale jeżeli przyjmiemy że piłkarzom potrzebny trener zamordysta to dlaczego Nawałka sie nie nadaje? Poza tym dla mnie akurat horyzonty Urbana sięgają dalej niż podwórko :)

    1. ~Peter Parker pisze:

      Taka sytuacja, czyli z gówna bicza nie ukręcisz!

      No chyba, że Piotr Świerczewski mam kilka dni wolnych w roku, to wtedy ta REPREZENTACYJA nabierze rumieńców!

      1. ~Ejsii pisze:

        ” gówna bicza nie ukręcisz!” – przyznam sie, ze to samo chciałem powiedzieć ;)

        1. kaja.g pisze:

          Gdzie tam do bicza, niechaj choć to gówno ma jakiś kształt zdecydowany…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Twitter
  • Facebook