RSS
 

Jedna przegrana klęski nie czyni

04 lut

Dwa dni temu, w czwartek, na dalekiej mroźnej północy, Justyna Kowalczyk wygrała moskiewski sprint techniką łyżwową. To pierwsze zwycięstwo w takim wyścigu w jej karierze, co więcej jeden z zaledwie dwóch triumfów w tym stylu w rywalizacji o Puchar Świata (z wyłączeniem TdS, prologów i epilogów, liczonych jako jeden start). Wcześniej „łyżwą” wygrała bieg na 10km w 2009 podczas zawodów w Lahti.

Czwartkowe zwycięstwo mogło zaskoczyć, choć na pewno nie powinno szokować. Zmiana podejście do krótkich dystansów, zauważalna w filozofii startów Justyny, to żadna nowość. Nie od dziś, nie od wczoraj i nawet nie od tego roku wiemy, że w walce ramię w ramię Justyna sprawdza się niewiele gorzej niż na dystansach. Choć jak sama twierdzi, sprintów, a szczególnie miejskich, po ludzku nie lubi. Nie przeszkadza jej to krótkich biegów wygrywać i wzbudzać wyrzuty sumienia wśród ludu, nieprzywykłego do wykonywania zadań nielubianych. Oj, gdybym z takim zapałem jak Justyna Kowalczyk oddawała się kiedyś nauce matematyki, dziś pewnie rozwiązałabym któryś z Problemów Milenijnych. I została milionerką.

Najlepsza polska narciarka do rywalizacji sprintach nie włączyła się dopiero w tym roku, choć może dziennikarze zdążyli już o tym zapomnieć. Stąd też żywiołowe zachwyty nad „nową Justyną”, potrafiącą wygrywać wszędzie. Ostatnie miesiące dominacji Marit Bjoergen zatarły, zdaje się, wspomnienie sezonu 2009/2010, kiedy to Justyna Kowalczyk efektowną rywalizację na krótkich dystansach zwieńczyła zdobyciem Małej Kryształowej Kuli w sprintach. Sekret jej sukcesów tkwił w szybkich startach i prowadzeniu wyścigu na czele stawki. Unikała tym samym ścisku oraz przepychanek, które nierzadko prowadziły do slapstickowych gagów, w których jedna zawodniczka upada, ciągnąć za sobą inne.

W obecnym sezonie Kowalczyk zmieniła więc nie tyle technikę rozgrywania sprintów, nie sądzę, żeby tak ogromnej zmianie uległ także jej krok: od początku swojej kariery słynęła z mocnej pracy kijkami, które umożliwiały jej przedłużenie ruchu, a tym samym ślizgu. Na pewno jednak poprawiła się technicznie. Wszystkie składowe kroku łyżwowego wykonuje płynniej, pewniej, co przy olbrzymiej sile, ułatwia i umożliwia jej sukcesy takie jak ten czwartkowy. Ostatnio pozbyła się natomiast swojej pięty achillesowej, czyli zjazdów. Fenomenalnie nauczyła się wykorzystywać walory swojej postury, i dziś odcinki w dół pozwalają jej nie tylko odpocząć, ale też pewnie wypracować kilkumetrową przewagę nad leciutkimi rywalkami.

W czwartek pan redaktor Jóźwik piał z ekstazy. Mijają dwa dni i jego głos brzmi niemalże grobowo. Huśtawka nastroju, po „zaledwie” siódmym miejscu Justyny Kowalczyk podczas biegu na 10km w Rybińsku jest przesadzona. Gorsze miejsce polskiej narciarski pan Marek przypisuje zmęczeniu po sprincie w Moskwie, co jakby kłóci się z charakterystyką Justyny Kowalczyk, zawodniczki bezwzględnie startowej oraz hiper wytrzymałej. Dziś nie zawiodło wymęczenie organizmu, a raczej chybiona taktyka i złe rozłożenie sił podczas biegu. Te przypuszczenia potwierdzają słowa Szymona Krasickiego, byłego trenera polskiej kadry:

„Nie sądzę, żeby powodem słabszego występu Justyny był spadek formy. To za dużo powiedziane. Sobotni bieg miał dwie części. Do szóstego kilometra Polka biegła bardzo dobrze, wygrała nawet lotną premię. Ale moim zdaniem to przyśpieszenie kosztowało ją zakwaszenie, które dało o sobie znać w końcówce.”

Zbyt szybkie wyciąganie wniosków, choroba współczesnych mediów, zdołała już wpłynąć na rzesze kibiców. Przerażonym internautom już drżą internetowe głosy, pełne strachu, że skoro seria zwycięstw się skończyła, to Justyna nie ma co liczyć na czwartą pod rząd Kryształową Kulę, że siódme miejsce to już przedsionek klęski.
A przecież walka o końcowy sukces jeszcze się nie skończyła. Z pewnością natomiast nabrała rumieńców.

Powiązane notki:

  1. Prolog
  2. Weekend na podium
 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Winter wonderland, Żurnaliści

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 
 
  1. ~Grzegorz z Krakowa

    4 Luty 2012 o 20:20

    Polacy i nasze postrzeganie sportowej rzeczywistości to najczęściej – albo podczerwień, albo ultrafiolet :)

    Mnie dziś zastanowiło co innego: oto w FISowskich zawodach, dwie wspaniałe, nie da się ukryć, zawodniczki odnoszą jubileuszowe, „złote” zwycięstwa w PŚ. A jak inny jest ich (zawodniczek, nie sukcesów) „odbiór” wśród rywalek.

    Jedna od lat jest oskarżona o niedozwolone praktyki.
    Druga stawiana jest za wzór sportowego fair play.

    Jedna nie znosi swojej największej rywalki (z wzajemnością).
    Druga przyjaźni się od lat ze swoją najlepszą rywalką, wspólnie spędzają wakacje, itp.

    Jedna, niestety, urodą nie grzeszy.
    Druga uchodzi za sportową miss.

    A wyczyn niemal identyczny – 50. zwycięstwo w PŚ. :)

     
    • kaja.g

      4 Luty 2012 o 20:24

      oj Lindsey z Marią już się od jakiegoś czasu nie lubią :)

       
      • ~Grzegorz z Krakowa

        4 Luty 2012 o 21:23

        A skąd masz info? :)
        Ja słyszałem bodajże na ARD, podczas ostatniej superkombinacji, którą wygrała Riesch przed Vonn, i o ile zrozumiałem, to między nimi wciąż jest zgoda :)

         
  2. ~waldek

    5 Luty 2012 o 11:29

    A nawet, gdyby czwartej kuli nie zdobyła, to sezon będzie i tak bardzo udany.