22. edycja Mistrzostw Świata w lotach narciarskich za nami. Dalekie skoki zapewniła mamucia skocznia w Vikersund, na której w lutym ubiegłego roku, nieoficjalny rekord w długości lotu ustanowił Johan Remen Evensen, dolatując do 246,5 metra. Tegoroczne skoki prezentowały się niezgorzej. Skoczkowie co nóż kończyli swoje skoki rekordami życiowymi oraz narodowymi, a w konkursy indywidualny i drużynowy można by wręcz określić jako emocjonujące. Nic od początku nie było oczywiste, nawet galaktyczni Austriacy o swojego kolejne zwycięstwo drużynowe musieli się starać. Ekipy Słowenii oraz Niemiec broni nie składały bowiem do ostatniego skoku. I tylko patrząc na statystyki może się wydawać, że reprezentacji Austrii rozsmarowali resztę stawki po zeskoku mamuciej skoczni.
Okrągły balon oczekiwań względem polskiej kadry, pełen oddechów działaczy PZN, nadmuchany także przesadnym entuzjazmem dziennikarzy oraz nas, kibiców, pękł jak bańka mydlana. Marzenia miłościwie nam panującego Apoloniusza Tajnera o wdrapaniu się na podium konkursu drużynowego, bezlitośnie zweryfikowała szara rzeczywistość. Drużyna z uczącym się dopiero skakać na mamucie Maciejem Kotem, przeciętnym Krzysztofem Miętusem, pozbawionym woli walki Kamilem Stochem oraz nadspodziewanie znakomitym Piotrem Żyła, nie mogła liczyć na nic więcej niż 7 miejsce.
Na tych mistrzostwach Kamil Stoch, zaprezentował się zresztą poniżej narodowych oczekiwań. W przerywanych konkurach indywidualnych wracały wspomnienia, z nie tak dalekiej przeszłości, gdy Stoch był zaprzeczeniem Małyszowej idei o równych skokach. Jego słabsze loty pewnie i można tłumaczyć zmiennymi warunkami w Vikersund, tylko po co? Czy w gruncie rzeczy ktoś poważnie brał pod uwagę, iż polski skoczek zdobędzie na tych mistrzostwach medal? Dla mnie taki scenariusz wydawał się wydumany jak kosmiczne teorie Ericha von Dänikena. Czuję oczywiście niedosyt, Kamil mógłby powalczyć o lepsze miejsce, albo przynajmniej lepsze odległości, to 10 miejsca raczej nie przyjmuję jako katastrofy.
Najbardziej żal widowiska. Bolączka tegorocznych skoków, w postaci zbyt mocnego wiatru, w Vikersund po raz kolejny nie pozwoliły na rozegranie czterech serii konkursowych. Było zresztą jeszcze gorzej niż przed dwoma laty. Tym razem do zwycięstwa wystarczyły dwa skoki.
Jak tak dalej pójdzie, w 2014 o tytule zadecyduje jedna seria, a w 2016 wyniki kwalifikacji.



